- Każdy, kto był na Zachodzie widział na ulicy wiele nowych samochodów. To znak dobrobytu. Ale powstaje pytanie, czy Ci ludzie chcą zainwestować 30–150 tys. euro oszczędności na zakup auta? Oczywiście, że nie! Formą posiadania i użytkowania nowego samochodu nie jest kupowanie go za gotówkę. To jest nieopłacalne – przekonuje Paweł Miszkowski. Najkorzystniejszą formą posiadania pojazdu jest leasing, ale nie taki, w którym Klient po okresie umowy odkupuje go za 1 proc. czy 5 proc. wartości, bo efekt jest taki, że jeździ starym autem. Rozwiązaniem jest Lease&Drive - wyleasinguj, a po umowie oddaj i weź nowy - tłumaczy.

– Pierwsi wystartowaliśmy z takim rozwiązaniem na rynku, ale już widzimy, że konkurencja za nami podąża. To nas cieszy, że zauważyła, iż jest to narzędzie sprzedawania nowych aut. Myślę, że im więcej nas w branży będzie stosowało tę metodę tym większa szansa, że niedługo będzie wyjeżdżało z salonów nie 300 tys. nowych aut rocznie, a 500 tys. – uważa Paweł Miszkowski.

Zdaję sobie sprawę z tego, że trzeba czasu i przekonywujących argumentów do tego by Klienci przeszli mentalnie od kupowania do użytkowania. Dlatego, aby przekonać przedsiębiorców, że lepiej jeździć nowym niż starym autem, Mercedes-Benz wprowadził specjalną promocyjną ofertę - Trade-In 5000. Wystarczy, że Klient przyjedzie do salonu swoim używanym autem, który jest jego własnością i zostawi go w rozliczeniu. Dealer dopłaci mu 5 tys. zł brutto do aktualnej ceny rynkowej pozostawianego samochodu. – Przygotowując ten program myśleliśmy o tym, by wprowadzić ograniczenia dotyczące wieku czy marki przyjmowanego w rozliczeniu pojazdu. Ostatecznie się na to nie zdecydowaliśmy. Chcemy by Klienci skorzystali na tym, że w końcu w Polsce umożliwiono przedsiębiorcom odliczenie 50 proc. VAT od nowego samochodu, a odliczenie to może być nawet znacznie większe, jeżeli przedsiębiorca sprzeda nam w rozliczeniu swoje używane auto.

W konsekwencji Klient nowe auto otrzyma tańsze o kwotę oddanego samochodu powiększoną o 5 tys. zł brutto. To nie wszystkie przywileje wynikające ze skorzystania z Trade-In 5000. Mercedes zapewnia, że Klientowi, który zdecyduje się na nowe auto w standardowej ofercie finansowej Mercedes-Benz zapłaci dodatkowo pierwszą ratę leasingu lub Lease&Drive. Ale tylko wtedy, gdy Klient zdecyduje się na zakup Klasy B w okresie wakacyjnym.

Na razie oferta Mercedes-Benz dostępna jest wyłącznie dla aut Klasy B. – Ten model jest często jedynym samochodem Mercedesa w rodzinie. Wybierają ją ludzie, którzy działają racjonalnie. Oczekują konkretnych rozwiązań – chcą wyżej siedzieć, móc korzystać z prestiżowego samochodu na co dzień, ale także mieć możliwość spakowania czteroosobowej rodziny i pojechania z nią na wakacje. I choć inne nasze modele możemy nazywać legendami czy ikonami, to właśnie Klasa B jest rozwiązaniem dla klasy średniej plus, na przykład przedsiębiorców z rodzinami 2+2. Jest skierowana do najszerszego grona odbiorców – opowiada Paweł Miszkowski.

Tym bardziej, że Klasa B nie jest autem sztampowym. Można je skonfigurować pod swoje potrzeby – od wielkości silnika, po kolor tapicerki. Wiele zależy od zasobności portfela, bo auto kosztuje od nieco ponad 100 tys. zł do 150 tys. zł w najdroższej opcji.

Jeśli Klient nie chce zostawiać aktualnego samochodu w rozliczeniu i skorzystać z oferty Trade In, może skorzystać z promocyjnych ofert finansowych przygotowanych przez Mercedes-Benz. Lease&Drive to forma leasingu, w której Klient wpłaca 10 proc. wartości auta. Dzięki gwarantowanej przez Mercedes-Benz wysokiej wartości odkupu końcowego ma stałe niskie raty przez cały okres trwania umowy (w przypadku promocyjnego finansowania na Mercedesa Klasy B 180 będzie to miesięczna rata w wysokości 1099 zł netto), a po jej upływie zwraca samochód do dealera, po to by wziąć z salonu nowy.

– Będziemy starali się przekonać każdego Klienta, aby używanego Mercedesa po zakończeniu umowy Lease&Drive zamienił na nowe auto. Ale oczywiście zrozumiemy, jeżeli tak polubi swój samochód, że postanowi kupić go za gotówkę i nadal użytkować jako właściciel. Szanujemy decyzję każdego Klienta – twierdzi dyrektor firmy. Oczywiście rozumiemy także przedsiębiorców, którzy zamiast umowy Lease&Drive będą chcieli skorzystać z tradycyjnego leasingu z niską wartością końcową, kończącego się nabyciem pojazdu. Dla nich mamy specjalną ofertę Leasing 100,9 proc. W przypadku Leasingu 100,9 proc. Klient dokonuje 15 proc. wpłaty wstępnej liczonej od wartości pojazdu. Całkowity koszt procentowy umowy wyniesie 100,9 proc., a wartość końcowa 1 proc. – Dla Klientów, którzy nie korzystali z leasingu może to być dosyć skomplikowane. Dlatego wyjaśniam – wartość końcowa 1 proc. oznacza, że po zakończeniu umowy przedsiębiorca odkupi od nas auto za 1 proc. jego wartości. Czyli w sumie – np. w gotówce wnosi razem z wpłatą wstępną 16 proc. ceny samochodu. Pozostała część ma rozłożoną na raty, łącznie zapłaci o 0,9 proc. więcej od wartości Mercedesa – tłumaczy Paweł Miszkowski. Jest to bardzo dobra oferta dla przedsiębiorców. Dla przykładu standardowe oprocentowanie raty leasingu w innych firmach waha się pomiędzy 5-, a 8 proc. w skali roku, a przy kampaniach promocyjnych oprocentowania schodzi w okolice 2 proc.

Mercedes-Benz przygotował także ofertę finansową dla Klientów indywidualnych – promocyjny kredyt 50/50. 50 proc. wartości auta Klient wpłaca przy zawieraniu umowy i drugie tyle po roku. Oprocentowanie kredytu wynosi 0 proc., z tym, że należy uiścić 200 zł opłaty za ustanowienie zastawu rejestrowego.

To czy Klient wybierze promocyjny Lease&Drive dla Klasy B, Leasing 100,9%, czy kredyt 50/50 zależy od jego strategii. Jeśli chce mieć cały czas nowy park samochodowy, wybierze pierwszą z ofert, jeśli chce być właścicielem, drugą lub trzecią. – Jeśli chcemy mieć niższe raty i niższy koszt używania, bo finansujemy tylko ubytek wartości pojazdu, to powinniśmy wybrać Lease&Drive. Leasing 100,9% to inna forma finansowania korzystniejsza dla przedsiębiorców z podatkowego punktu widzenia, bo leasingobiorca wlicza w koszty uzyskania przychodu całe raty leasingowe. Jednak, cały czas podkreślam, że warto zdecydować się na pierwszą opcję i co trzy, cztery lata jeździć nowym Mercedesem – przekonuje Paweł Miszkowski.

Opracowała: Beata Tomaszkiewicz