Ministerstwo Obrony Narodowej, po latach rozmów i negocjacji, zleci w końcu polskim firmom przygotowanie i realizację projektu Zintegrowanego Indywidualnego Systemu Walki Tytan. Pomysł, który w trakcie realzacji może pochłonąć kilka miliardów złotych, dotyczy stworzenia polskiego żołnierza przyszłości, który będzie przypominał bardziej Robocopa niż Franka Dolasa (bohater komedii „Jak rozpętałem II wojnę światową”).

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Jak ustalił DGP, resort obrony i 13 przedsiębiorstw, członków zbrojeniowego konsorcjum, ustalili już szczegóły porozumienia. Wkrótce podpiszą umowę, która sprecyzuje, kto, a przede wszystkim w co wyposaży żołnierza przyszłości. Z naszych informacji wynika, że drogę do porozumienia – po latach impasu – otworzyła gwarancja złożona przez MON, że polskie firmy nie tylko opracują projekt systemu i poszczególnych jego komponentów, ale też w przyszłości będą mogły wszystko wyprodukować.

– MON zrezygnował z prawa własności do poszczególnych elementów systemu. Przez lata ten właśnie warunek wstrzymywał firmy przed rozpoczęciem prac badawczych. Resort chciał od nich bowiem nowoczesnego uzbrojenia, którego opracowanie kosztowało nierzadko mnóstwo pieniędzy, a nie dawał w zamian gwarancji, że przekazując mu prawo własności rozwiązania, otrzymają zlecenie na jego produkcję – tłumaczy anonimowo jeden z przedstawicieli firmy, która jest w konsorcjum.

Według niego w ostatnich tygodniach ten problem został rozwiązany. – Wypracowaliśmy porozumienie, które pozostawia firmom prawo własności do produkcji elementów. Nawet w razie ogłoszenia otwartego przetargu na produkcję i przegrania go przez konsorcjantów firmy będą czerpać zyski z licencji – wyjaśnia nasz informator.

W sprawie szczegółów odsyła do Ryszarda Kardasza, prezesa Przemysłowego Centrum Optyki w Warszawie, który szefuje konsorcjum firm zaangażowanych w program Tytan. Niestety Kardasz nie komentuje sprawy. Informacji – do czasu opublikowania oficjalnego komunikatu w tej sprawie – nie chce też ujawnić MON.

– Wydarzenia na Ukrainie pokazały, że rośnie rola sił specjalnych, a ten system właśnie im ma służyć i zwielokrotnić ich możliwości – komentuje Paweł Soroka, koordynator Polskiego Lobby Przemysłowego, zrzeszającego firmy zbrojeniowe.

Przypomina zarazem, że wiele elementów uzbrojenia żołnierza przyszłości, jak noktowizyjny i termowizyjny sprzęt rozpoznania i obserwacji, już zostało wdrożonych i jest produkowanych seryjnie. Były też wypróbowane w boju, m.in. w Afganistanie.

Eksperci zastrzegają jednak, że Tytan to coś więcej niż nowoczesna broń czy celownik. W żołnierski uniform, który ma się dostosowywać barwą do otoczenia, mają być wbudowane łącza osobistego komputera i czujniki monitorujące podstawowe funkcje organizmu – o wielowarstwowej kamizelce kuloodpornej nie wspominając. Na podstawie danych będzie można zdalnie śledzić bicie serca czy poziom stresu. Na hełmie, oprócz noktowizora i minikamer obserwacyjnych, znajdą się również detektory ostrzegające przed namierzaniem przez wroga.

Jak przekonuje Adam Bartosiewicz, wiceprezes należącego do konsorcjum WB Electronics, rozwiązania, jakie proponuje ta firma, mogą mieć także zastosowanie cywilne.

– Opracowaliśmy radiostację, która pozwoli żołnierzom na supernowoczesne komunikowanie się czy przesyłanie obrazów z pola walki bez infrastruktury naziemnej – mówi Adam Bartosiewicz, wiceprezes WB Electronics.

Radiostacja PD RAD, którą firma pokazuje właśnie na targach zbrojeniowych w Paryżu, w niczym nie przypomina urządzeń znanych z filmów wojennych. Przyrząd wygląda bardziej jak nowoczesny smartfon niż skrzynka z korbką, ale jest od niego o wiele droższy. Według naszych informacji urządzenie będzie kosztować grubo powyżej 200 tys. zł. Droższe od radiostacji będą tylko automatyczne granatniki i przenośne wyrzutnie przeciwlotnicze Grom. Inne elementy wyposażenia będą już o wiele tańsze. Kilka, a najwyżej kilkanaście tysięcy złotych kosztować będzie np. modułowy karabin MSBS z radomskiej Fabryki Broni.