– W 2001 r., kiedy pośredniczyliśmy w sprzedaży aptek, średnia cena to był miesięczny obrót danego punktu razy cztery, pięć, czasami nawet sześć – wyjaśnia Krzysztof Jeżowski, właściciel Pharmed Consulting. – Teraz mnoży się go tylko razy półtora – dodaje. Oznacza to, że cena z 800 tys. zł czy nawet miliona złotych – które można było dostać za aptekę 12 lat temu – spadła do ok. 250 tys. zł – dodaje.

W opinii ekspertów cena spadła, bo po ustawowym obniżeniu marży sprzedaży znacznie pogorszyła się kondycja finansowa aptek. Ale to niejedyny powód. – Aptek w Polsce jest za dużo – przekonuje Jeżowski. – Na obsługę naszego rynku wystarczy ok. 9 tys. placówek, a my mamy ich grubo ponad 13 tys. – wylicza właściciel firmy doradczej.

Zdarza się, że w odległości kilkudziesięciu metrów otwarto cztery, pięć punktów. Nie wszystkie są w stanie sprostać konkurencji. Najsłabsi decydują się zamknąć biznes lub się go pozbyć. – Sprzedających jest bardzo dużo, ale popyt mały – twierdzi Dawid Matyja z Instytutu Projektów Personalnych z Poznania, który doradza w tego typu transakcjach. – Kupują głównie przedstawiciele sieciówek, które jednak przebierają jak w ulęgałkach – dodaje.

Matyja zaznacza, że bardzo często strony się nie dogadują, bo właściciele mają zbyt wygórowane oczekiwania finansowe. Jeśli lokalizacja – w ocenie sieciówek – była atrakcyjna, szybko w tym samym miejscu powstaje apteka pod innym szyldem. Jak wynika z analiz firmy badawczej IMS Health, od początku roku zamknęto 1030 aptek, w to miejsce jednak otwarto 700 nowych. Tyle że te, które powstają, są zakładane przede wszystkim przez sieci apteczne.

Taka sytuacja martwi Naczelną Izbę Aptekarską. – Mamy bardzo trudną sytuację, w której apteki stały się przedmiotem handlu – wyjaśnia Alina Fornal, wiceszefowa NIA. – Tak nie powinno być. Apteki mają misję do wykonania w postaci opieki nad pacjentem, dlatego bardzo ważna powinna być ciągłość ich istnienia w tym samym miejscu. Nie lubimy zmieniać fryzjera, a co dopiero aptekarza czy lekarza – dodaje.

IMS Health ocenia, że to jeszcze nie koniec zmian na aptecznym rynku. W przyszłym roku może z niego zniknąć kolejnych 100–300 punktów.

Jacek Dauenhauer, wiceprezes Pelionu, do którego należy sieć aptek Dbam o Zdrowie, przyznaje, że obecnie jest dobry moment na akwizycje. – Na rynku aptecznym funkcjonuje wiele podmiotów i z pewnością część z nich jest lub będzie wystawiona na sprzedaż. Ponieważ my działamy w tym segmencie, każda pojawiająca się oferta na rynku jest przez nas analizowana – zapewnia.

Eksperci doradzający przy sprzedaży aptek twierdzą, że połączenie Mediq i Dr Max było ostatnią tak dużą transakcją. Cena osiągnęła wysokość 224 mln zł, co oznacza, że za jedną placówkę zapłacono niemal 830 tys. zł.

– To bardzo dużo, ale ceny aptek skupionych w sieci są znacznie wyższe, bo kupuje się znany brand i przywiązanych do niego klientów – twierdzi Jeżowski.

Gigant i reszta

Największa apteczna sieć w Polsce to Dbam o Zdrowie, należąca do Pelionu. Posiada ona 592 apteki własne oraz 476 partnerskich i franczyzowych. Przychody ze sprzedaży w tych placówkach w 2012 r. sięgnęły 2 mld zł; od stycznia do końca września tego roku spółka osiągnęła wynik 1,5 mld zł.

Na drugim miejscu uplasuje się po połączeniu sieć aptek funkcjonujących pod szyldami Mediq Apteka i Dr Max. Pierwsza dysponuje 190 punktami własnymi i niemal 80 franczyzowymi, druga ma 70 aptek. Przychody ze sprzedaży Mediq Apteka wyniosły w 2012 r. 600 mln zł. Właściciel Dr Max podaje wynik sprzedaży w grupie, czyli w Polsce, Czechach i na Słowacji, w 2012 r. przychody wyniosły 2,5 mld zł.