O przesunięcie głosowania zabiegali głównie niemieccy chadecy, co - jak informowała europejska prasa - ma związek z wyborami parlamentarnymi u naszych zachodnich sąsiadów, które odbędą się za niecałe 3 tygodnie. Część deputowanych już teraz więcej czasu spędza w Niemczech, a część obawiała się, że wynik głosowania może w jakiś sposób wpłynąć na przebieg wyborów

Przesunięcie głosowania daje więcej czasu przeciwnikom dyrektywy tytoniowej, w tym polskim europosłom, na zmobilizowanie sił i próbę złagodzenia niektórych zapisów. Z kolei zwolennicy rygorystycznych przepisów, zadowoleni z propozycji Komisji Europejskiej, chcieli doprowadzić do głosowania jak najszybciej i krytykowali wszelkie próby przesuwania głosowania. Pojawiły się zarzuty o uleganie lobby tytoniowemu, któremu miało zależeć na tym, by dyrektywa w ogóle spadła z agendy i by zajął się nią Parlament Europejski już w nowym składzie wyłonionym w majowych wyborach.

Głosowanie w Europarlamencie to kolejny, ale nie ostatni etap prac nad dyrektywą tytoniową. O jej ostatecznym kształcie zdecydują wspólnie europosłowie i przedstawiciele krajów członkowskich.