Wcześniej taką korespondencję grupowano i odsyłano w paczkach, a opłata była uzależniona od wagi takiej przesyłki. Z wstępnych szacunków organizacji zrzeszających alternatywnych operatorów pocztowych wynika, że w przypadku tylko jednego operatora opłata za zwroty wzrośnie z 870 do 10 tys. zł miesięcznie. Firmy uważają, że Poczta Polska wykorzystuje swoją dominującą pozycję.

– To drastyczna podwyżka, która nie ma uzasadnienia w kosztach usługi. Żądania Poczty Polskiej są wygórowane – uważa Janusz Konopka, prezes Speedmail, ogólnopolskiego operatora obsługującego głównie masową korespondencję firm i instytucji.

Po liberalizacji rynku pocztowego Poczta Polska jako operator wyznaczony do świadczenia usługi powszechnej miała obowiązek określić cennik za zwrot niewłaściwie doręczonych przesyłek. Opłaty te nie dotyczą klientów. To kwestia rozliczeń między operatorami. Związane są z sytuacją, gdy przesyłki zostały niewłaściwie doręczone, bo np. ktoś zmienił miejsce zamieszkania. – Wówczas adresat może w swoim bloku wrzucić taką przesyłkę do nadawczej skrzynki pocztowej operatora wyznaczonego, czyli Poczty Polskiej – tłumaczy Zbigniew Baranowski, rzecznik PP. Zgodnie z przepisami PP musi taką korespondencję dostarczyć operatorowi, u którego nadano list.

– Jeśli przesyłka została nadana w sieci PP, za zwrot do nadawcy jest pobierana opłata 80 gr, ale jeśli ktoś skorzystał z usług np. Inpostu, operator będzie musiał zapłacić Poczcie Polskiej za ten zwrot aż 2,30 zł – mówi Rafał Zgorzelski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Niepublicznych Operatorów Pocztowych. Dodaje, że związek uważa to za nieuczciwe działanie PP i chce zaskarżyć je do UOKiK.