Pierwsza i chyba najważniejsza zmiana, do której najbardziej pasuje określenie „pożyczam na świętego nigdy” dotyczy emerytur Polaków. 

Emerytury – zabrana inicjatywa przyszłych emerytów

Po ograniczeniu składki płynącej na nasze konta w OFE w 2011 r. rząd poczynił w tym roku kolejny krok odcinający prawo Polaków do inwestowania w swoje emerytury. W lipcu przedstawił trzy warianty funkcjonowania otwartych funduszy emerytalnych. 

W pierwszym proponowanym wariancie rząd chce zlikwidować część obligacyjną OFE. Oznaczałoby to, że środki, których Fundusze nie mają prawa zainwestować w akcje, byłyby przeniesione na subkonta w ZUS i tam waloryzowane na obecnych zasadach. OFE miałyby zakaz inwestowania w państwowe papiery dłużne.

Druga propozycja to dobrowolny wybór dla ubezpieczonych. Sami mogliby zdecydować, do którego OFE chcieliby należeć, a brak decyzji nie oznaczałby losowania jak obecnie. W takim przypadku składka w całości trafiałaby na subkonto w ZUS. Ci, którzy pozostaną w OFE, będą mogli zmienić tę decyzję, natomiast przejście do ZUS będzie już nieodwołalne.

W trzecim wariancie ubezpieczony będzie mógł przekazać całą składkę do ZUS - czyli 19,52 procent, lub część - 17,52 procent, a wówczas pozostałe 2 procent do OFE. Wtedy ubezpieczony musiałby sam dopłacić równowartość 2 procent składki na konta Otwartych Funduszy.

Rząd zdecydował jednocześnie, że środki z OFE będzie wypłacał ZUS. 10 lat przed osiągnięciem wieku emerytalnego te środki byłyby przenoszone na subkonto w ZUS - po 1/10 rocznie.

Jak twierdzi część ekonomistów i prawników , to ewidentny zamach na oszczędności Polaków i nie pozostawienie im właściwie wyboru przy kształtowaniu przyszłych emerytur. A co najgorsze – zmiany na trwałe zmienią polski system emerytalny.

Rządowe propozycje zmian w systemie emerytalnym idą w kierunku demontażu systemu i rozłożonej w czasie likwidacji OFE - mówiła podczas dyskusji w redakcji DGP Małgorzata Rusewicz, prezes Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych. A to dlatego, że zaproponowany przez rząd zaledwie trzymiesięczny okres na podjęcie decyzji w sprawie przejścia z funduszu do ZUS jest swoistym przymusem wyboru.

 Rząd zdaje się nie pamiętać o tym, że środki w OFE mają charakter praw majątkowych, które chronione są tak samo jak własność. I nie można ubezpieczonego pozbawić prawa do pieniędzy na podstawie triku prawnego polegającego na tym, że jeśli zainteresowany nie złoży oświadczenia woli, że chce nadal oszczędzać w OFE, to trafi do ZUS - podkreślał Jeremi Mordasewicz, ekspert ubezpieczeniowy Konfederacji Lewiatan.

Zasada przedstawiona przez rząd tak naprawdę pseudodobrowolnością - powiedział  Krzysztof Pater, były minister polityki społecznej, członek Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego. Co więcej, próbuje się przedstawić całą operację jako rozwiązanie mające przynieść korzyści ubezpieczonym, a tak naprawdę wariant zakładający dobrowolne oszczędzanie jest dobry wyłączenie dla szefa resortu finansów.

Żegnaj nadziejo na zmniejszenie podwyższonego VAT-u

Kolejna „chwilowa” zmiana przekładająca się na pieniądze Polaków i w dodatku nie rokująca powrotu do starych zasad to podniesienie w 2011 r. „tylko” do końca 2013 r. podwyższonych o 1 proc. maksymalnych stawek VAT. Podwyżka miała obowiązywać w okresie od stycznia 2011 r. do końca grudnia 2013 r. 

Jeszcze w marcu br. wiceminister finansów Janusz Cichoń nie wykluczał, że jest szansa na powrót w 2014 r. do niższych stawek, ale premier Donald Tusk szybko te doniesienia zdementował, mówiąc, że stan gospodarki na to nie pozwala. Z kolei wicepremier i minister finansów Jacek Rostowski uważa, że powrót do 22-proc. stawki VAT będzie możliwy dopiero za dwa lata.

Co to oznacza dla Polaków – to wyższe ceny w sklepach, hurtowniach. Jeśli do tego dodamy zamrożone od kilku lat progi podatkowe, których rząd nawet nie zapowiada, że odmrozi, nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, że system podatkowy bije w Polaków właściwie cały czas, a obiecywane na początku kadencji rządu obniżanie podatków może zamienić się w „nigdy”.

Ile poczekamy na powrót do ostrożnościowych progów budżetowych?

Kolejnym "dobrem", które chwilowo rząd zabiera, jest bezpieczeństwo finansowe państwa, które gwarantowały zapisane ustawowo progi ostrożnościowe dla długu publicznego. 

Koalicja rządowa w głosowaniu sejmowym zawiesiła w 2013 r. ograniczenia dotyczące zachowania relacji deficytu budżetu państwa do jego dochodów w ramach przekroczenia tzw. pierwszego progu ostrożnościowego oraz tzw. tymczasowej reguły wydatkowej.

Rząd uzasadniał, że bez zniesienia progu ostrożnościowego, nie mógłby zrealizować swoich zapowiedzi zwiększenia tegorocznego deficytu do 50 mld złotych przy 300 mld złotych dochodów. I jak zawsze twierdzi, zasady ostrożnościowe zostaną przywrócone, gdy sytuacja finansowa państwa i gospodarka zaczną się poprawiać. Czyżby znowu miało to oznaczać "nigdy"?