KE nie zdejmie z nas procedury nadmiernego deficytu. To realne dopiero po 2014 r. Bruksela wczoraj ogłosiła swoją decyzję, choć nieoficjalnie była znana.

Ważniejsze są zalecenia dla Polski: co mamy zrobić, by uzdrowić finanse publiczne. Przede wszystkim musimy pilnie wzmocnić strategię budżetową na 2013 r. i kolejne lata. M.in. przez zminimalizowanie cięć w inwestycjach pobudzających wzrost gospodarczy, zweryfikowanie polityki wydatków i lepsze ukierunkowanie polityki społecznej. Dodatkowo Komisja zaleca zwiększenie oszczędności kosztowej i efektywności wydatków na opiekę zdrowotną. Zdaniem ekspertów Komisji walka z bezrobociem wśród młodzieży powinna polegać na zwiększeniu praktyk i staży. A wśród starszych osób – na przyjęciu strategii na rzecz uczenia się przez całe życie. Receptą na zwiększenie zatrudnienia mają być także tańsze przedszkola, by rodzice nie rezygnowali z pracy z powodu zbyt wysokich kosztów opieki przedszkolnej. Na rynku pracy powinno zostać ograniczone nadmierne wykorzystanie umów cywilnoprawnych. Według danych komisyjnych Polska jest na trzecim miejscu w UE pod względem odsetka wymuszonego zatrudnienia na czas określony, w szczególności wśród osób w wieku 15–24 lata. Zalecenia dotyczące rynku pracy w części już są realizowane przez rząd.

Zostały nam też wytknięte zaniechania w reformach strukturalnych. Bruksela chce zmian w KRUS i stopniowej rezygnacji ze specjalnego systemu emerytalnego górników. To doping dla rządu, który nie zamierzał go likwidować, a planowane zmiany mają mieć charakter kosmetyczny. Są też pomysły dla branż energetycznej i gazowej – zwiększenie konkurencji i liberalizacja rynku.

Zdaniem KE nasz rząd przedstawia zbyt optymistyczny scenariusz w kwestii zmniejszania deficytu i długu sektora rządowego i samorządowego. Twierdzi, że do 2015 r. dług będzie oscylował w okolicach 55 proc. PKB, a zdaniem Komisji może wzrosnąć do 59 proc. PKB w 2014 r. – Władze polskie nie wykorzystały wystarczająco wzrostu sprzed kryzysu, aby zreformować strukturę wydatków publicznych, nadając priorytet czynnikom sprzyjającym wzrostowi – napisała w stanowisku Komisja.

– Rekomendacje KE dają pole dla rozważnego i stopniowego obniżenia deficytu, które nie odbędzie się kosztem wzrostu kluczowego dla prowadzenia zrównoważonej polityki gospodarczej – komentuje główny ekonomista resortu finansów Ludwik Kotecki.

Naprawiać naszą gospodarkę i finanse będzie ciężko z powodu słabego wzrostu. Jak wskazał wczoraj GUS, w I kw. wyniósł on ledwie 0,5 proc. A konsumpcja prywatna wpadła w stagnację. Ministerstwo Finansów, konstruując budżet na ten rok, założyło jej 2,2-proc. wzrost. Problemy z konsumpcją już widać w słabych dochodach z VAT, które w pierwszym kwartale były o 5,1 mld zł niższe niż rok wcześniej. Wpływy z VAT kuleją z jeszcze jednego powodu: słabych inwestycji. W I kw. były na minusie, spadek wyniósł 2 proc. Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku, uważa, że końca negatywnych trendów w inwestycjach nie widać.

Ekonomiści zwracają uwagę, że PKB mamy na plusie głównie dzięki temu, że rośnie eksport przy jednoczesnym spadku importu. Ale to też nie jest dobra informacja z punktu widzenia publicznych finansów: z eksportu nie ma wpływów podatkowych, więc tak generowany wzrost gospodarczy nie poprawia kondycji budżetu.

Informacja pozytywna? Wszystko wskazuje na to, że początek roku był okresem szorowania po dnie i teraz ma być lepiej. Wzrostowi mają sprzyjać niska inflacja i stosunkowo wysoka waloryzacja rent i emerytur. Ekonomiści Banku Millennium spodziewają się wzrostu PKB o 1–1,5 proc.