Cypr jest miejscem szczególnym dla każdego biznesmena z obszaru byłego ZSRR. Śródziemnomorska wyspa stała się największym bezpośrednim inwestorem w Rosji i na Ukrainie oraz inwestorem numer trzy na Białorusi. Teoretycznie. W rzeczywistości to pieniądze wyprowadzone z obszaru postsowieckiego ze względu na ich bezpieczeństwo i reinwestowanie z powrotem nad Dnieprem, Wołgą czy Świsłoczą.

16 stycznia 2013 r. Cypr od kilku miesięcy dopomina się o unijną pomoc finansową na ratowanie banków zarażonych grecką zarazą. Biznes toczy się jednak swoimi torami. Zarejestrowana trzy miesiące wcześniej cypryjska firma UA Telecom Invest (UATI) kupuje od innej cypryjskiej spółki EPIC Telecom Invest (ETI) 100 proc. akcji ukraińskiej firmy EPIC Services Ukraine (ESU). Ta ostatnia dysponuje 92,8 proc. akcji Ukrtełekomu, ukraińskiego prawie monopolisty telekomunikacyjnego (udział w rynku 74 proc.).

ETI należy do austriackiego koncernu zajmującego się pośrednictwem w podobnych transakcjach. Do kogo zaś należy UATI – tego oficjalnie nie wiadomo, ale ukraińskie media podejrzewają, że za tajemniczą firmą stoi Rodzina, czyli grupa oligarchiczna budowana wokół syna prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza. Tak utrzymuje np. Ołeksandr Bondar, były szef Funduszu Majątku Państwowego Ukrainy, który odpowiadał za prywatyzację.

Już sam sposób prywatyzacji Ukrtełekomu budził poważne wątpliwości. ESU zapłacił za jego akcje 10,575 mld hrywien (4,2 mld zł), zaledwie 0,7 proc. powyżej ceny wywoławczej i o jakieś 40 proc. poniżej szacowanej przez ekspertów realnej wartości spółki. To stała praktyka: najpierw ustala się z inwestorem cenę wywoławczą, a potem rozstrzyga się przetarg z symbolicznym przebiciem. W całym 2011 r. za osiem firm skarb państwa otrzymał 11 mld hrywien, choć suma ich cen początkowych wynosiła 10,9 mld. Do prywatyzacyjnego sukcesu ze sprzedażą Ukrtełekomu dystansował się nawet wicepremier Serhij Tihipko, kreujący się na liberała i zwolennika budowy nad Dnieprem państwa prawa.

Wielka pralnia

Nieprzypadkowo w historii Ukrtełekomu Cypr odgrywa tak istotną rolę. Wschodni oligarchowie upodobali sobie ten oddalony raptem o trzy godziny lotu z Kijowa i o cztery i pół godziny z Moskwy kraj. Sprzyjający system prawny, bliskość geograficzna i kulturowa (Cypryjczycy to naród prawosławny) sprawiły, że od lat 90. dawni obywatele ZSRR na wyścigi zakładali na wyspie firmy i konta w tamtejszych bankach. I to mimo że Cypr nie jest najbardziej liberalnym rajem podatkowym świata. Spółka zarejestrowana na wyspie musi np. być z niej zarządzana (taka zasada nie obowiązuje m.in. na Florydzie czy w Hongkongu). Nie istnieją też takie przepisy jak w Panamie, gdzie ujawnienie informacji na temat spółki może skończyć się karą pół roku więzienia i 50 tys. dol. grzywny. Skala cypryjskich przenosin była tak wielka, że zniekształciła oficjalne statystyki: 840-tysięczny Cypr miałby zainwestować w Rosji 128,8 mld dol., pięć razy tyle, ile wynosi roczny PKB unijnego państwa. Łatwiej to wytłumaczyć, jeśli się pamięta, że właściciele co trzeciej firmy na Cyprze mają wschodniosłowiańskie nazwiska.

W 2011 r. pięcioro naukowców przeanalizowało na zlecenie Banku Światowego 150 przypadków defraudacji państwowych pieniędzy przez urzędników i polityków. Efektem badań jest pasjonujący raport „The Puppet Masters” („Władcy marionetek”) opisujący losy skandali o łącznej wartości 56,4 mld euro. W co dziesiątym aferalnym schemacie pojawiło się konto na Cyprze. Przykład? Sprawa Daimlera i trzech spółek córek, wobec których w 2010 r. Amerykanie wszczęli śledztwo. „DaimlerChrysler Automotive Russia i Daimler wydały ponad 3 mln euro na niewłaściwe płatności dla przedstawicieli rosyjskiego rządu” – czytamy w dokumentach śledztwa. Pieniądze były przelewane na konta w siedmiu różnych państwach, m.in. na Cyprze.

Znaczenie Cypru dla rosyjskich schematów biznesowych znalazło odzwierciedlenie w raporcie amerykańskiego think tanku Global Financial Integrity z lutego 2013 r., autorstwa dwojga ekonomistów – Deva Kara i Sarah Freitas. Ich zdaniem w latach 1994–2011 z Rosji wyprowadzono 211,5 mld dol. nielegalnego pochodzenia, czyli równowartość rocznego PKB Portugalii. Znaczna część trafiła na Cypr. Jak może wyglądać taki schemat? Kar i Freitas powołują się na raport ekonomistów Międzynarodowego Funduszu Walutowego Prakasha Lounganiego i Paola Maury z 2000 r., którzy scharakteryzowali przyczyny i metody tak masowego wyprowadzania środków za granicę.

Rosyjski eksporter ropy, firma A, sprzedaje surowiec swojej holenderskiej spółce córce B po znacznie zaniżonej cenie. Od tej ceny, niemającej żadnego rynkowego uzasadnienia, płaci podatek rosyjskiemu fiskusowi. Firma A wysyła jednak fakturę nie Holendrom, lecz swojej córce z Cypru, spółce C. Ta uzupełnia fakturę, urealniając wartość ropy. I dopiero taka faktura, niebudząca podejrzeń u holenderskich celników, trafia do firmy B. Znaczny procent pieniędzy trafia więc do Nikozji. Do firmy A mogą one dotrzeć znacznie później, już w charakterze zagranicznej inwestycji bezpośredniej. Ale nie muszą – zgodnie z tajnym raportem niemieckich służb specjalnych z listopada 2012 r. na cypryjskich kontach pozostawało 26 mld euro rosyjskiego pochodzenia.

– Dobrze by było, gdybyśmy poznali jasne odpowiedzi na nasze pytania – mówił na antenie telewizji ARD niemiecki minister finansów Wolfgang Schaeuble. Tymczasem z szacunków rosyjskiego eksperta Władimira Tichomirowa wynika, że w latach 90. podobne kombinacje eksportowe wyraźnie się odbiły na statystykach makroekonomicznych. Średnia rosyjska cena sprzedanego za granicę węgla była o 15 proc. niższa od ceny rynkowej. W przypadku ropy naftowej było to 7 proc., dla miedzi – 13 proc., a w przypadku stali – aż 21 proc.

Grab rozgrabione

Oczywiście ucieczka z kapitałami na Cypr nie wynika ze szczególnego braku uczuć patriotycznych rosyjskiego biznesu. W 2000 r. Loungani i Mauro wymienili pięć powodów ucieczki: 1. niestabilność ekonomiczna wynikająca z braku stabilizacji systemu politycznego; 2. arbitralny i represyjny system podatkowy; 3. brak zaufania do systemu bankowego; 4. słabość instytucji ochrony praw własności; 5. aferalny sposób prywatyzacji, a w rzeczywistości uwłaszczania się dyrektorów na powierzonym im majątku, dla których przelanie pieniędzy za granicę było sposobem na utrwalenie majątku.

W ciągu niemal półtorej dekady rządów prezydenta (w międzyczasie premiera) Władimira Putina, mimo modernizacyjnej retoryki, większość z tych przyczyn nie straciła na aktualności. Osłabło znaczenie przyczyny numer pięć, ponieważ najważniejsze aktywa państwowe zostały już dawno rozkradzione. Powód numer jeden uległ zaś transformacji – niestabilność ekonomiczna nie wynika dziś z niepewności politycznej, ale z oparcia siły PKB na chwiejnych cenach surowców energetycznych, czyli zaniechania unowocześniania gospodarki.

Nie znaczy to, że Moskwa nie starała się opanować wycieku pieniędzy. Z Cyprem stosowną umowę o wymianie tajnych informacji fiskalnych podpisała w 2010 r. Wzmocnienie współpracy w tym zakresie było jednym z warunków przyznania w styczniu 2012 r. wartej 2,5 mld euro linii kredytowej, którą władze na Cyprze miały wykorzystać do zażegnania groźby upadku systemu bankowego. Te obietnice w dużej mierze pozostały na papierze. Właśnie w tym kontekście należy rozpatrywać słowa premiera Dmitrija Miedwiediewa na temat zmian wymuszonych na Cyprze przez zachodnią trojkę. – Tam po prostu kontynuują grabienie rozgrabionego – oświadczył Miedwiediew, odwołując się do leninowskiego hasła „grab nagrablennoje”.

Postawa Rosji nie jest bowiem zupełnie jednoznaczna. Z jednej strony Kreml musi się sprzeciwiać konfiskacie depozytów, skoro znaczna część klasy rządzącej sama ma na Cyprze swoje rachunki. Z drugiej jednak strony rosyjski rząd sam chętnie dobrałby się do tych pieniędzy, gdyby tylko miał okazję. A już teraz wiadomo, że przy pierwszej możliwej okazji pozostałe na Cyprze depozyty odpłyną za granicę – na Łotwę, do Hongkongu czy na Brytyjskie Wyspy Dziewicze. Rozproszone będą trudniejsze do identyfikacji.