Najpopularniejsze programy i seriale takich stacji jak NBC, CBS, ABC i FOX. Możliwość komentowania oglądanego programu na bieżąco ze znajomymi na Facebooku i Twitterze, z boku wyświetlające się reklamy. I wszystko na ekranie tabletu. Tak działa Zeebox, aplikacja stworzona przez Anthony’ego Rose’a, którą na swoich iPadach testują dziś szefowie największych płatnych telewizji i nadawców w Stanach Zjednoczonych oraz Wielkiej Brytanii.

– To nasza przyszłość i każdy chciałby mieć coś podobnego – pokazuje mi Zeeboxa David Schlacht, dyrektor ds. multimediów i innowacji w Direct TV, jednym z największych operatorów płatnej telewizji satelitarnej w USA. Schlacht przyjechał w październiku do Huntington Beach w Kalifornii na Intel Capital Global Summit, czyli zlot ponad tysiąca prezesów spółek technologicznych i startupów, by rozejrzeć się, czy nie ma tam kogoś, kto stworzył podobne rozwiązanie. Albo lepsze. – Widz chce korzystać z telewizji na różnych platformach, my musimy dotrzymywać mu kroku. Internet i mobilne platformy wciąż niewiele znaczą z punktu widzenia przychodów, ale za chwilę będą jednym z istotnych składowych oferty decydującym o utrzymaniu klienta – tłumaczy DGP David Schlacht.

Sprzed telewizora na tablet

Sposób oglądania telewizji w ciągu ostatnich lat mocno zmienił się pod wpływem internetu. Kiedyś widzowie zasiadali grzecznie na kanapie o określonej godzinie, czekając na premierę filmu czy serialu. Dziś coraz częściej chcą oglądać ulubione programy wtedy, kiedy mają na to ochotę. I niekoniecznie na telewizorze, tylko na tablecie, niektórzy nawet na smartfonie.

Dla branży oznacza to zapowiedź zmian w modelu biznesowym. I to zmian diametralnych. Do tej pory zasady biznesu były przejrzyste. Telewizje produkowały programy i przychodziły z nimi do sieci kablowych i satelitarnych. Te płaciły im określoną stawkę za każdego widza. Widz z kolei co miesiąc opłacał abonament. I tak biznes kręcił się przez kilka dekad, przybierając coraz większą wartość. Tylko w ubiegłym roku na płatną telewizję świat wydał 261 mld dol.

Wszystko grało, dopóki nie pojawił się internet, który pozwolił oglądać ulubione programy w dowolnej chwili i nie tylko na pececie. Gdy w 2007 roku zadebiutował iPhone, potem kolejne smartfony, a następnie tablety – przyzwyczajenia widza zmieniły się jeszcze bardziej, bo coraz więcej osób zaczęło oglądać treści telewizyjne na urządzeniach przenośnych. Na to nakłada się zjawisko zwane social tv: korzystający z Facebooka i Twittera użytkownicy chcą na bieżąco komentować to, co widzą. Trend zauważyli producenci telewizorów, które mogą łączyć się bezpośrednio z internetem i komputerem. W jednej aplikacji można uruchomić ulubiony serial, w drugiej – okno czatu. – Teraz toczy się batalia o to, kto zapewni najlepszą ofertę i dostęp do niej, a także nakłoni klienta, by nadal chciał za to płacić – przyznaje Schlacht.

Bo fakt, że robił to dotychczas w formie abonamentu, nie oznacza, że będzie chciał to dalej robić. Rośnie liczba osób, które z takiej formy kontaktu z telewizją rezygnują. Z danych firmy badawczach ABI Research wynika, że aż jedna piąta amerykańskich internautów uważa, iż telewizja w sieci może zastąpić tradycyjną. I – jak zapowiadają analitycy – ludzie będą stopniowo rezygnowali z płatnej telewizji w tempie 0,5 proc. rocznie. Amerykańscy operatorzy mogą stracić z tego powodu nawet 17 mld dol. w ciągu pięciu lat.

W Polsce zjawisko nie jest jeszcze aż tak poważne, ale też może się nasilić. Z badań KPMG przeprowadzonych w ubiegłym roku wynika, że 10 proc. klientów w Polsce rozważało rezygnację z usług płatnej telewizji, bo to, za co płacą, nie jest warte tej ceny. Z kolei z badań Etnomedia, przeprowadzonych przez firmę Izmałkowa Consulting dla domu mediowego Pan Media Western, wynika, że już 700 tys. gospodarstw domowych w Polsce zrezygnowało z telewizora. A tym samym na pewno nie korzystają już z tradycyjnej telewizji.