Pisałem w innych miejscach o różnych zagrożeniach, które niesie kupowanie przez bank centralny państwowego długu. W szczególności duże niebezpieczeństwo stanowi odsunięcie w czasie koniecznych reform wydatków budżetowych; rządom, które otrzymały gwarancję finansowania deficytu, trudniej jest przekonać społeczeństwo do zaciskania pasa, krajom udzielającym pomocy jest zaś niezwykle trudno się wycofać. Nie znaczy to jednak, że nie uda się zrealizować planu prezesa EBC Maria Draghiego, jakim jest obniżenie oprocentowania rządowych papierów. Rentowność obligacji Włoch i Hiszpanii istotnie spadła i nie ma już zagrożenia, że te kraje utracą możliwość zaciągania pożyczek. Nawet bowiem gdyby rynek ponownie zwątpił w wypłacalność któregoś z tych krajów, bank centralny pospieszy mu z pomocą, zapewniając (pośrednio) finansowanie.

Odsunięcie scenariusza bankructwa dwóch największych spośród będących w tarapatach krajów strefy euro zamyka moim zdaniem na najbliższe lata możliwość jej rozpadu. Ci, którzy wieszczyli rychły koniec wspólnej waluty, mylili się. Eurogeddonu nie będzie. Nie znaczy to, że — zwłaszcza na południu Europy — będzie już tylko lepiej. Zamiast analizować systemowe zagrożenia paniką i dezintegracją, należy przyjrzeć się jednak warunkom w poszczególnych krajach, powstrzymując się od formułowania prognoz dotyczących całej strefy. Oto jak w skrócie wygląda sytuacja w kryzysowych obszarach kontynentu.

Grecja

Kraj, od którego rozpoczął się unijny kryzys, jest w zdecydowanie najgorzej kondycji. Piąty rok z rzędu trwa tam recesja, w tym roku szczególnie głęboka, i nie ma perspektyw na powrót na ścieżkę wzrostu gospodarczego przed 2014 rokiem. Dług publiczny po marcowej redukcji jest wprawdzie znacznie niższy niż rok temu, ale wciąż najwyższy w Europie — na poziomie powyżej 130% PKB. Widać za to wyraźny postęp, jeśli chodzi o poprawę konkurencyjności (poprzez spadek płac), a więc także salda bilansu handlowego. Deficyt budżetowy w tym roku znowu będzie wysoki, ale w stosunku do poprzedniego roku też będzie poprawa. Pomijając wydatki na obsługę zadłużenia, w przyszłym roku Grecja ma szansę na zbilansowanie budżetu.

W krótkim okresie warunkiem pozostania Grecji w strefie euro jest implementacja programu oszczędnościowego zaleconego przez MFW, co wobec masowych protestów także nie jest pewne. W dłuższym horyzoncie musi nastąpić ustabilizowanie nastrojów społecznych, tak by z kraju przestały wypływać depozyty bankowe, a wrócili do niego zagraniczni inwestorzy. Pomogą temu na pewno paneuropejska gwarancja depozytów (unia bankowa) oraz darowanie Grecji części długu, tak by plan wyjścia z pułapki zadłużenia był nie tylko ambitny, ale i realny. Niestabilność polityczna i przeciąganie się implementacji unii bankowej nie pozwalają szacować prawdopodobieństwa pozostania Grecji w strefie euro na więcej niż 60%.

Portugalia i Irlandia

Dwa najmniejsze kraje spośród tych, które są w kłopotach, więcej dzieli, niż łączy. Wspólne mają to, że ich dług sięga 120% PKB, oba są też już podłączone do unijnej kroplówki. Dalej są już tylko różnice. Przede wszystkim Irlandia, choć zanotowała w zeszłym roku najwyższy deficyt w UE (9,4%), zdaje się być znacznie bliżej wyjścia z kryzysu. Jest to zasługą wzrostu gospodarczego, który zawitał tam pod recesji z 2009 roku i zadomowił się na dobre. Elastyczność i konkurencyjność gospodarki bardziej powiązanej z USA i Wielką Brytanią niż z kontynentalną Europą pozwala na rozłożenie oszczędności w czasie, tak by nie zaciskać pasa dokładnie wtedy, gdy robią to wszyscy inni partnerzy ze strefy euro. Ostatnio oprocentowanie irlandzkiego długu spadło poniżej 5%, co pozwala liczyć na powrót do finansowania potrzeb pożyczkowych na rynku już w przyszłym roku. O opuszczeniu strefy euro nie ma oczywiście w tym przypadku nawet mowy.

Portugalia zaś przypomina pod względem gospodarczym Hiszpanię i Grecję — recesja pochłania rezultaty oszczędności, rosną niepokoje społeczne i bezrobocie. Jednak deficyt budżetowy jest tam znacznie niższy i stosunkowo niewiele już trzeba zrobić, by budżet się domknął. Szybkie wystąpienie o pomoc do UE i MFW przyniosło pozytywny efekt dla finansów publicznych, jednak niezadowalające są postępy, jeśli chodzi o reformy strukturalne, kulą u nogi gospodarki jest też sektor bankowy. Portugalia prawdopodobnie nie opuści strefy euro, szansa na wyjście nie jest moim zdaniem większa niż 10%.