Członkowie Rady Polityki Pieniężnej Andrzej Bratkowski i Elżbieta Chojna-Duch stwierdzili w zeszłym tygodniu, że wyhamowanie wzrostu gospodarczego z powodu kryzysu zadłużeniowego w Europie może uzasadniać liberalizację polityki monetarnej. Od czasu podniesienia głównej stopy procentowej do 4,75 proc., czyli do najwyższego poziomu w relacji do strefy euro od siedmiu lat, polska gospodarka rozwija się w najwolniejszym tempie od 2 lat a biznes w Niemczech, które kupują jedną czwartą polskiego eksportu, jest najmniej optymistyczny od 2007 roku – relacjonuje agencja Bloomberg.

Podczas gdy banki centralne na całym świecie, poczynając od Izraela po Brazylię, rozluźniały monetarny gorset, aby stawić czoła globalnemu spowolnienia, Narodowy Bank Polski podniósł stopy w celu powstrzymania inflacji, która przewyższała cel inflacyjny przez 20 miesięcy z rzędu.

Wprawdzie w maju produkcja przemysłowa wzrosła, ale indeks Ifo, odzwierciedlający nastroje niemieckiego biznesu, spadł w tym miesiącu do najniższego poziomu od marca 2010 roku, co sygnalizuje spadek zagranicznego popytu na polskie towary przynajmniej na kilka przyszłych miesięcy. Tymczasem wzrost cen konsumpcyjnych zwolnił w maju do 3,6 proc. w skali roku. 

Bank centralny popełniłby pomyłkę zwiększając ponownie w tym roku koszty zaciągania kredytów w sytuacji, gdy gospodarka hamuje z powodu globalnego spowolnienia – oświadczyła Chojna-Duch przed kamerami TVN CNBC. Andrzej Bratkowski chce, aby na najbliższym posiedzeniu RPP w dniu 4 lipca stanęła sprawa redukcji stóp procentowych, skoro gospodarka w drugim półroczu może zwolnic nawet poniżej 2 proc. 

“To wzrost gospodarczy, a nie niższa inflacja znaczy więcej dla stabilności ekonomicznej krajów i ich finansowego bezpieczeństwa w dzisiejszych czasach” - podkreśla Jacek Wiśniewski, szef maklerskiego oddziału Raiffeisen Bank International w Warszawie i zarazem członek rady ekonomicznej, doradzającej premierowi Donaldowi Tuskowi – „To powinno być wzięte pod uwagę przy kształtowaniu polityki monetarnej, aby uniknąć sytuacji, kiedy wyższe stopy stają się dodatkowym zagrożeniem dla hamującego już wzrostu gospodarczego”.