Niemcy są skłonni renegocjować z Atenami porozumienie o bailoucie. Zgodnie z opublikowanymi wczoraj ostatecznymi wynikami popierająca dalszą politykę zaciskania pasa Nowa Demokracja zdobyła 29,7 proc. głosów. Radykalna Syriza nawołująca do zerwania z Brukselą i MFW – 26,9 proc. Pojednawcze gesty ze strony Berlina mają być premią za „właściwy wybór” Greków.

Szef niemieckiej dyplomacji Guido Westerwelle co prawda powtórzył wczoraj, że „podstawowe warunki kontynuacji programu pomocowego nie mogą się zmienić”. Ale po raz pierwszy przyznał też, że „doskonale sobie wyobraża renegocjację kalendarza wprowadzenia ich w życie”.

Podobne stanowisko zajął lider opozycyjnej SPD Sigmar Gabriel, który ma spore szanse wygrać w przyszłym roku wybory parlamentarne. – Mamy nadzieję, że w Atenach powstanie stabilny rząd, który będzie chciał rozmawiać o kalendarzu wdrażania reform, ale nie o samej ich istocie – mówił.

Zgodnie z porozumieniem z Brukselą nowy grecki rząd ma jeszcze w lipcu uzgodnić pakiet kolejnych cięć wartych 11,5 mld euro. Dzięki temu deficyt budżetowy kraju miałby spaść z 7,3 proc. PKB w tym roku do 3 proc. w roku przyszłym. Jednak zdaniem MFW bardziej prawdopodobne jest, że dziura w budżecie zostanie sprowadzona do 4,6 proc. PKB w 2013 r. z powodu wciąż bardzo głębokiej recesji. W tym roku dochód narodowy kraju ma spaść już po raz piąty z rzędu, i to o 4,7 proc.

Wczoraj prezydent Karolos Papulias powierzył misję utworzenia nowego rządu przywódcy Nowej Demokracji Antonisowi Samarasowi. Zgodnie z greckim prawem ma on na to trzy dni. Do uzyskania większości konserwatystom brakuje 22 deputowanych. Najbardziej prawdopodobnym sojusznikiem Samarasa będzie socjalistyczny PASOK, który w nowym parlamencie będzie miał 32 mandaty. Wczoraj przywódca tego ugrupowania Ewangelos Wenizelos zaapelował o jak najszybsze utworzenie rządu jedności narodowej.

Rynki zareagowały bardzo pozytywnie na wyniki wyborów w Grecji, ale ulga trwała niestety krótko. Już w południe indeksy głównych giełd europejskich zaczęły spadać, a rentowność hiszpańskich obligacji przekroczyła 7 proc. Nastroje inwestorów ostudziły fatalne dane o kondycji banków Hiszpanii. Dziennik gospodarczy „El Confidencial” ujawnił wyniki niezależnego audytu hiszpańskiego sektora finansowego przeprowadzonego na zlecenie premiera Mariana Rajoya. Wynika z niego, że potrzeba będzie aż 150 mld euro wsparcia dla banków, które poniosły ogromne straty z powodu upadku rynku nieruchomości. Ta kwota zostanie doliczona do długu Hiszpanii, która z powodu recesji może mieć trudności ze spłaceniem nawet obecnych zobowiązań. Z kolei dane banku centralnego Hiszpanii za kwiecień pokazują, że złe długi banków stanowią już 8,37 proc. wszystkich udzielonych kredytów, co jest najwyższym wskaźnikiem od 1994 r. Dłużnicy zalegają ze spłatą rat kredytów wartych 153 mld euro.

– Wynik wyborów w Grecji tylko w niewielkim stopniu wpłynął na strukturalne problemy strefy euro, która przy wysokim długu ma trudności z pobudzeniem wzrostu – tłumaczy Michala Marcussen, główny ekonomista Societe Generale.