Ustawa budżetowa na 2013 r. na razie ma być tworzona na podstawie prognozy 2,9-proc. wzrostu gospodarczego i 2,7-proc. inflacji. Rząd zakłada, że płace w gospodarce narodowej wzrosną o 5,6 proc., w samym sektorze przedsiębiorstw o 5,7 proc. Rada Ministrów zamierza przy tym zaproponować komisji trójstronnej wzrost płacy minimalnej do 1600 zł z 1500 zł obecnie.

Emerytury i renty będą waloryzowane o inflację plus 20 proc. wzrostu średniego wynagrodzenia, czyli o ustawowe minimum. Bezrobocie w przyszłym roku ma wynieść 12,4 proc.

O głównych wskaźnikach budżetowych na razie wiadomo jedno: deficyt nie powinien przekroczyć 32 mld zł. Jakie będą dochody i wydatki? Tu premier zostawia sobie furtkę.

– O ostatecznym kształcie budżetu powinniśmy rozstrzygać po uzyskaniu informacji kluczowych dla przyszłości Europy, czyli m.in. po wyborach w Grecji, gdy poznamy stanowisko nowego greckiego rządu w sprawie reform, i po posiedzeniu Rady Europejskiej pod koniec czerwca, która będzie decydowała o zakresie pomocy dla hiszpańskiego sektora finansowego i procedurach, które mają przyspieszyć udzielanie pomocy państwom, które będą tego potrzebowały – mówił wczoraj szef rządu.

– To będzie miało wpływ na mniej lub bardziej ostrożne kształtowanie budżetu. Jeśli uznamy, że ryzyko jest większe, będziemy się starali przygotować ostrożny wariant budżetu – dodał.

Według ekonomistów największe wyzwania, przed jakimi stanie przyszłoroczny budżet, to mniejsze inwestycje publiczne (co będzie miało wpływ na dochody z VAT), niskie tempo konsumpcji prywatnej (co również zaszkodzi wpływom z podatków pośrednich) i zawirowania na rynkach finansowych, które mogą się przełożyć na koszty finansowania potrzeb pożyczkowych. Budżet będą wspierać m.in. zmiany w stosowaniu 50-proc. kosztów uzyskania od praw autorskich i podwyżki niektórych akcyz. Rząd już zapowiada wzrost akcyzy na wyroby tytoniowe, co jest konieczne ze względu na wymogi unijne.