Myślę, że takie poczucie trwałej nietrwałości musieli odczuwać młodzi dilerzy finansowi we wstępnej fazie kryzysu finansowego, kiedy wszystkie ich założenia legły w gruzach wraz z upadkiem Lehman Brothers, a także komunistyczni aparatczycy, kiedy budowany przez nich system runął.

Dokładnie tak musi się czuć kanclerz Angela Merkel ze swoim programem oszczędnościowym i paktem fiskalnym. Gdy tylko dotknie stopą trwałego lądu, ten znowu zaczyna się trząść. Europejski program oszczędnościowy jako sposób na promowanie wzrostu gospodarczego zawsze był niepopularny wśród demokratycznych elektoratów, ale obecnie pokazuje również, że ma poważne luki intelektualne. W istocie nigdy nie było żadnego stałego lądu, na którym można by stanąć, ale raczej zamek stawiany na piasku.

W przypadku kryzysu z lat 30. próby leczenia środkami oszczędnościowymi zawiodły, więc nie ma powodu, by sądzić, że tym razem będzie inaczej. Najlepszym przykładem jest Wielka Brytania, która przechodzi nawrót recesji, ponieważ postawiła na ograniczenie wydatków i redukcję zatrudnienia w sektorze publicznym, licząc, że pałeczkę przejmie sektor prywatny. Jak dobitnie wykazał Keynes, sektor prywatny jest napędzany przez coś, co nazwał zwierzęcym instynktem, a co my dzisiaj nazywamy zaufaniem. Jeżeli twoi klienci znajdują się pod presją kryzysu, czy naprawdę będziesz rozwijał biznes? (Jeżeli tak, to jesteś, drogi czytelniku, prawdziwym przedsiębiorcą).

Zaskakujące jest również podejście Niemców do problemu. Przypominają oni nieco kaznodziejów w USA, którzy wygłaszają płomienne mowy na temat moralności, a jednocześnie mają na boku jedną lub dwie kochanki. Sukces Niemiec wynika w dużej mierze z niskiej wartości euro, która pozwalała krajom takim jak Grecja zadłużać się ponad miarę. Dziś te państwa nie mogą przeprowadzić dewaluacji, ponieważ są w strefie euro. Gdyby Niemcy przywróciły swoją dawną walutę, jej wartość byłaby tak wysoka, że zaszkodziłaby eksportowi będącemu kluczem do ich sukcesu gospodarczego. Szczególnie niespójne jest forsowanie rozwiązań oszczędnościowych przy jednoczesnym promowaniu „elastycznej” polityki na rynku pracy, która likwiduje ochronę pracowników. W Wielkiej Brytanii toczy się obecnie zażarty spór w koalicji rządowej na temat Raportu Beecrofta.

Myślę, że Angela Merkel czuje ruchy płyt tektonicznych. Jak młodzi dilerzy finansowi we wstępnej fazie kryzysu

Adrian Beecroft jest milionerem i sponsorem Partii Konserwatywnej, który kupił sobie stanowisko doradcy rządu w sprawie polityki zatrudnienia. Vince Cable, minister odpowiedzialny za gospodarkę z ramienia partii liberalnej, odrzucił część raportu, wzywającego do likwidacji głównych zabezpieczeń na rynku pracy. Dlaczego jest to niespójne? OECD w ostatnim raporcie jasno wykazała, że nie ma zależności pomiędzy ochroną prawną pracowników a ogólnym poziomem zatrudnienia. Niektóre spośród najbardziej wydajnych gospodarek w UE mają ponadprzeciętny poziom ochrony pracowników – by wspomnieć chociażby Niemcy – podczas gdy Wielka Brytania znajduje się na trzecim miejscu od końca wśród 30 krajów OECD i właśnie wchodzi w drugą fazę recesji. Nie jest przypadkiem, że Polska znajduje się na 15. miejscu – dokładnie pośrodku.

Wróćmy jednak do ruchomych piasków i posłuchajmy lewicowej ekonomistki Ann Pettifer z brytyjskiego think tanku Prime. Nie popełnijcie błędu, nie doceniając tej damy. Ta zdeklarowana chrześcijanka (w Wielkiej Brytanii to prywatna sprawa, ale w Polsce istnieje tendencja, by wszystko, co postępowe kojarzyć z tym, co świeckie) zainicjowała kampanię, w wyniku której grupa G8 umorzyła 100 miliardów dolarów długów mniej rozwiniętym państwom. Przewidziała również w 2003 r. zbliżający się krach, na kilka lat zanim rzeczywiście do niego doszło.

Pettifer pokazała, że Grecja może upaść, ale pomimo sprzeciwu bankierów pozostać w strefie euro, jeżeli nie zdecyduje się na wprowadzenie nowej waluty. Jest wysoce prawdopodobne, że po relatywnie krótkim okresie restrukturyzacji (który będzie bolesny dla nas wszystkich) grecka gospodarka się podniesie. Warto zajrzeć na stronę internetową Prime Think Tank lub przeczytać jej artykuł „Pożytki z upadłości” na stronie BBC, poświęcony temu tematowi.

Jej głos nie jest jednak odosobniony. Zarówno G8 (oczywiście z jednym istotnym wyjątkiem), jak i MFW pod kierownictwem Christine Lagarde zaczęły sobie zdawać sprawę z niebezpiecznych konsekwencji programów oszczędnościowych. Niestety siły skrajnie prawicowe stają się w całej Europie coraz silniejsze, bo ludziom żyje się coraz gorzej i czują, że politycy nie mają odpowiedzi na ich problemy, albo – jak podkreśla Ann Pettifer – odwagi, by rozważyć alternatywne rozwiązania i przeciwstawić się bankierom. Drogi czytelniku, żyjemy w ciekawych czasach, w których płyty tektoniczne przesuwają się nadspodziewanie szybko.

Tim Clapham, psycholog ekonomii, UW