Finansowanie deficytu budżetu i środków europejskich zwiększyło wielkość długu aż o 27,5 mld zł. Ale mocniejszy niż na koniec 2011 roku złoty spowodował spadek wartości zadłużenia – o 17,2 mld zł.

To, że złoty dziś się osłabia, nie musi jednak oznaczać ryzyka gwałtownego wzrostu wartości zadłużenia w kolejnych miesiącach. Po pierwsze, strategia Ministerstwa Finansów, by sprzedawać maksymalnie dużo obligacji już na początku roku, gdy sytuacja na rynku była dobra, teraz zaczyna się opłacać. Emisji ma być mniej, co widać już w planach podaży na czerwiec. Jak dotąd podano daty jednego przetargu zamiany (14 czerwca) i aukcji papierów pięcioletnich (20 czerwca). MF sfinansowało już dwie trzecie tegorocznych potrzeb pożyczkowych i już wcześniej zapowiadało ograniczenie puli nowych papierów kierowanych na rynek.

Po drugie, tempo wzrostu deficytu w budżecie też powinno wyhamować. To zresztą już się dzieje – o ile przez pierwsze trzy miesiące wyniósł on prawie 23 mld zł, czyli 65,6 proc. planu na cały rok, o tyle jego wzrost w kwietniu wyniósł niespełna 2 mld zł. A w perspektywie jest jeszcze wypłata ponad 8 mld zł z zysku NBP, co spowoduje przejściowy spadek deficytu i ograniczenie potrzeb pożyczkowych.

Ta wizja mniejszej podaży papierów wyraźnie wspiera polskie obligacje w czasie ostatnich zawirowań. Co prawda rentowność wyraźnie wzrosła – np. w przypadku pięciolatek z 4,80 proc. na początku maja do około 5,07 proc. w ubiegłym tygodniu – ale resort nie miał większych problemów ze znalezieniem chętnych na swoje papiery. Na ubiegłotygodniowej aukcji sprzedał obligacje pięcioletnie za ponad 3,7 mld zł przy popycie rzędu 8,4 mld zł. Zdaniem Macieja Popiela, dilera rynku długu w PKO BP, to dowodzi, że strategia przyjęta przez resort jest słuszna i nie ma potrzeby jej zmieniać.

– Jeżeli MF jest w stanie sprzedać obligacje mimo zaostrzającego się kryzysu, osiągając przy tym stosunkowo niskie rentowności, to oznacza, że strategia dała ministerstwu pewien komfort. Jeszcze 2 – 3 lata temu przy takim nasileniu kryzysu, przy takich spadkach na giełdach, rynek dość mocno by się przecenił i nie byłoby szans na urządzenie aukcji z takim sukcesem – mówi Maciej Popiel. Dodaje, że co prawda polskie obligacje również straciły na wartości w ostatnich dniach, ale gwałtownego odpływu zagranicznych inwestorów z polskiego rynku nie widać. Z opublikowanych wczoraj danych MF wynika, że mają oni niemal 50-proc. udział w zadłużeniu Skarbu Państwa.

Tak duże zaangażowanie zagranicy w polskim rynku długu może być jednak ryzykowne. Według Piotra Bujaka, ekonomisty Banku Nordea, w czarnym scenariuszu – czyli w przypadku niekontrolowanego wyjścia Grecji ze strefy euro i związanej z tym paniki rynkowej – polskie obligacje mogą to boleśnie odczuć.

Gdy wybuchnie panika, niewiele będzie można zrobić. Dlatego, jak podkreśla Bujak, należy skoncentrować się na rozważaniu czarnych scenariuszy, konsolidacji finansów publicznych, co podtrzyma dobre postrzeganie Polski za granicą. Dobra opinia o naszej gospodarce może ograniczyć skalę wyprzedaży w negatywnym scenariuszu.