Ostatni raz tak nisko, jak tuż przed zakończeniem środowej sesji, WIG20 znajdował się na początku stycznia 2012r. Kalendarz makroekonomiczny dotyczący zagranicznych rynków świecił pustkami. Odczyt bilansu handlowego Niemiec czy zmianę zapasów w amerykańskich hurtowaniach trudno uznać za kluczowe informacje, więc ich lekko pozytywny wydźwięk nie był w stanie powstrzymać rozpoczętej w poniedziałek wyprzedaży akcji na europejskich parkietach.

Podwyżka stóp procentowych przez RPP raczej nie poprawi sytuacji polskich spółek w średnim terminie, ale w krótkim naszym rynkiem akcji niezmiennie kierują nastroje na zagranicznych parkietach. W środę po południu, wciąż nieoficjalne informacje o nacjonalizacji trzeciego największego banku w Hiszpanii, urealniła rezygnacja ze stanowiska jego dotychczasowego prezesa. W lokalnej prasie na początku tygodnia pojawiły się spekulacje mówiące o konieczności dokapitalizowania banku Bankia kwotą do 10 mld EUR, a dodatkowo władze miały zlecić instytucjom finansowym podniesienie nadzwyczajnych rezerw o 25-40 mld EUR. 

Ktoś, kto śledzi zachowania rynków finansowych dłużej niż od kilkunastu miesięcy i wierzy w zapewnienia hiszpańskich polityków, że sytuacja jest pod kontrolą, jest prawdopodobnie zbyt emocjonalnie przywiązany do zajętych pozycji, przez co nie wyciąga wniosków z przeszłych wydarzeń.

Tym razem nie jest inaczej. Jeśli odsetek złych kredytów w sektorze bankowym nieuchronnie zbliża się w okolice 10 proc., gospodarka znajduje się w zapaści, a rynek pracy jest w najgorszej kondycji od kilku dekad, uniknięcie przez największe banki upadłości mogłoby być wyłącznie dziełem banku centralnego lub przypadku. Dopóki możliwa jest ta pierwsza opcja, inwestorzy nie popadają w panikę, choć oczekiwania większości nie mogą napawać optymizmem.

Patrząc na notowania różnych instrumentów widać, że inwestorzy zdają sobie sprawę, iż mówiąc o tarapatach hiszpańskich banków, w praktyce, za sprawą gęstych ponadgranicznych powiązań, mówimy o cały europejskim sektorze bankowym. Indeks EuroStoxx Banks w środę po południu spadał o ponad 5 proc. i znalazł się poniżej poziomów z marca 2009r. Euro względem dolara było najsłabsze od stycznia, a rentowności niemieckich obligacji dziesięcio-, pięcio- i dwuletnich, które są postrzegane jako ostatnie na Starym Kontynencie aktywa o wysokiej jakości, osiągnęły nowe rekordy wszech czasów. 

Złoty, mimo wyższych stóp procentowych, nie zdołał oprzeć się wyprzedaży. Po południu dolar kosztował 3,28 PLN.