Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, w niektórych koncernach poważnie brane jest pod uwagę wycofanie się z Polski. Powodów jest kilka. – Po pierwsze, wyniki badań są znacznie gorsze, niż się spodziewaliśmy. Po drugie, wisi nad nami widmo podatku od wydobycia, które może sprawić, że inwestycje w Polsce staną się absolutnie nieopłacalne – tłumaczy nam pragnący zachować anonimowość dyrektor firmy z USA, która należy do grona liderów pod względem liczby posiadanych w naszym kraju koncesji.

Branża zgodnie podkreśla, że początkowy entuzjazm zmalał niemal do zera. – Dzwonią do mnie szefowie zza oceanu i mocno zirytowani pytają, jak to się stało, że spodziewane zasoby gazu łupkowego spadły dziesięciokrotnie. I nie chodzi tu tylko o wyniki najnowszych analiz Państwowego Instytutu Geologicznego, lecz także o nasze własne badania – mówi nasz rozmówca. Nie napawają one optymizmem. – Przyjmując dziesięciostopniową skalę nasycenie łupków gazem zamiast oczekiwanych 10, sięga jedynie 3,5 – dodaje.

Branża ostrzega, że dodatkowe zakusy fiskalne rządu skutecznie zniechęcają do dalszych inwestycji. – Nie wiemy, czy ładować kolejne miliony w odwierty, skoro za chwilę mają się pojawić nowe przepisy podatkowe dla naszej branży. Do czasu rozstrzygnięcia tej kwestii żadna z zagranicznych firm szukających gazu w Polsce nie wykona nic ponad to, co zapisano w zobowiązaniach koncesyjnych – zdradza nam wysoki rangą menedżer kanadyjskiego koncernu.

Według niego trudno spodziewać się więc, by do końca roku firmy niezwiązane ze Skarbem Państwa (do nich należy 80 proc. koncesji) wykonały choć jeden nowy odwiert. Sprawdziliśmy. Faktycznie zagraniczni operatorzy mocno hamują z pracami. Talisman dotąd wykonał dwa odwierty i rozpoczął trzeci. Dokończy go, ale kolejnych w 2012 roku nie wykona. Chevron w ogóle ma kłopoty z wierceniami w związku z blokującymi roboty rolnikami. ExxonMobil w lutym zakończył badania sejsmiczne na koncesji Wodynie-Łuków, w ubiegłym roku wywiercił dwa otwory: Krupe-1 i Siennica-1. – Wypełniliśmy wszystkie zobowiązania w zakresie prac poszukiwawczych na naszych sześciu koncesjach. Nie jestem na razie w stanie określić, jakie będą nasze kolejne działania w Polsce – mówi Adam Kopyść, doradca ExxonMobil.

Z wierceniami wstrzymują się też mniejsze firmy, również z Polski. – Jesteśmy dopiero na początku tej drogi i na razie przyglądamy się temu, co się dzieje w innych firmach – wyjaśnia Tomasz Tarnowski, rzecznik Petrolinvestu (ma 13 koncesji).

A nie dzieje się dobrze. Miesiąc temu Kevin Biddle, dyrektor ds. poszukiwań w ExxonMobil, powiedział, że to niemieckie złoża mogą być większe niż polskie, a wydobycie tam – bardziej opłacalne. Coraz głośniej spekuluje się więc, że amerykański gigant może być pierwszym, który opuści Polskę. Na razie firmy z takimi decyzjami czekają do czasu zaprezentowania przez resort finansów projektu nowej ustawy o podatku od wydobycia ropy i gazu. – Nikt z nas nie wyklucza dziś scenariusza, jaki kilka lat temu miał miejsce w kanadyjskiej prowincji Alberta. Gdy tamtejsze władze niespodziewanie nałożyły na firmy poszukiwawcze drastyczny podatek, te porzuciły rozpoczęte inwestycje warte 2 mld dol. i uciekły do sąsiedniej Kolumbii Brytyjskiej – przypomina jeden z naszych rozmówców.

Prawdopodobnie temat ten dokładniej pozna wkrótce premier Donald Tusk. Jak ustaliliśmy w maju, poleci z wizytą do Alberty. Zagraniczne firmy liczą, że rząd odłoży swoje fiskalne plany. Nieoficjalnie wiadomo, że projekt podatku od wydobycia ma być gotowy w ciągu miesiąca.

Firmy nie zrobią nic ponad to, co jest w koncesjach wydobywczych