Od wczoraj płynie do Polski o 7 proc. mniej surowca, niż zakontraktowało Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo od Gazpromu. Spółka interweniowała już u dostawcy, firmy Gazprom Export. Bezskutecznie. Co więcej, spółka zaprzecza jakoby zmniejszyła dostawy.

Wiadomo jednak, że Rosjanie szykują dalsze cięcia dostaw. Moskwa poinformowała o swoich planach Brukselę. Nie są znane szczegóły, ale z naszych informacji wynika, że jeśli mróz nie ustąpi, za kilka dni import surowca z Rosji może spaść nawet o jedną piątą. Sytuacja jest poważna, bo PGNiG już od kilku dni ma problemy z zaspokojeniem rosnącego krajowego popytu na surowiec. Import z Czech i Niemiec idzie pełną parą i nie ma już możliwości zwiększenia dostaw z tych kierunków. Z kolei w krajowych magazynach paliwa ubywa w błyskawicznym tempie (wypełnione są w dwóch trzecich). Jak się dowiedzieliśmy, PGNiG może wystąpić do Gazpromu o odszkodowanie. – Rosjanie łamią warunki kontraktu i umowy międzyrządowej – mówi nam osoba związana z PGNiG.

Gazprom zdecydował się na cięcia dostaw ze względu na srogie mrozy. Wzrost zapotrzebowania na surowiec w Rosji był tak duży, że w ciągu jednego dnia zużycie przekroczyło 2 mld m sześc. A to oznacza, że w ciągu tygodnia Rosjanie mogą zużyć przy siarczystych mrozach taką ilość surowca, jaka nam wystarcza na cały rok.

Poza naszym krajem ucierpiały już także Czechy, Węgry i Słowacja – według Komisji Europejskiej dostawy spadły tam o 8 – 10 proc. Najmocniej Rosjanie kurek przykręcili Włochom, którzy otrzymują o 13 proc. mniej paliwa, niż zakontraktowali.

Marlene Holzner, rzecznik Komisji Europejskiej, zapewnia, że na razie nie ma obaw, by powtórzył się scenariusz z 2009 r., gdy w wyniku wojny gazowej między Ukrainą a Rosją wstrzymano dostawy do wielu odbiorców w Unii Europejskiej.

Gaz-System w środę wystąpił do ministra gospodarki o uwolnienie zapasów gazu. Spółka tłumaczyła decyzję dużymi mrozami i gigantycznym wzrostem zużycia gazu w Polsce. We wtorek sięgało ono 65 mln m sześc. na dobę, a we wtorek ok. 68 mln m sześc. Z prognoz spółki wynika, że popyt w najbliższych dniach przebije rekordowy poziom 70 mln m sześc. na dobę. To dlatego PGNiG prewencyjnie już we wtorek przykręciło kurek z gazem do Zakładów Chemicznych Police, ograniczając dostawy o jedną trzecią. Dzień później koncern zmniejszył przesył Orlenowi o 15 proc. i Zakładom Azotowym Puławy o 5 proc. W sumie PGNiG ograniczyło dobowe dostawy do odbiorców w Polsce o ok. 1,2 mln m sześc., czyli o niemal 2 proc. Teraz spółka szykuje się do dalszego przykręcania kurka.

Sytuację może uratować uruchomienie zapasów obowiązkowych. Przedstawiciele PGNiG tłumaczą, że sięgnięcie po rezerwy będące w gestii resortu gospodarki szybko zbilansowałyby rosnące potrzeby. Magazyn w Mogilnie, gdzie trzymane są zapasy, jest w stanie w ciągu doby przesłać nawet 20 mln m sześc. Wczoraj wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak wydał zgodę na sięgnięcie do rezerw.