Dzienne zużycie gazu w Polsce sięga dziś aż 65 mln m sześc., czyli trzy razy więcej niż latem, a według prognoz w ciągu najbliższych dni jeszcze wzrośnie i to do poziomu dotąd niespotykanego w Polsce. PGNiG spodziewa się, że sięgnie ono ponad 70 mln m sześc. na dobę.

Przy obecnej strukturze zaopatrzenia w paliwo zaspokojenie takich potrzeb nie byłoby możliwe. – Dziś 7,5 mln m sześc. gazu na dobę pochodzi z krajowych źródeł, a 42 mln m sześc. z importu – tłumaczy Joanna Zakrzewska, rzecznik PGNiG. Pozostałe 15,5 mln m sześc. spółka pobiera z podziemnych magazynów. Gdy zużycie przekroczy 70 mln m sześc. na dobę do zamknięcia bilansu zabraknie co najmniej 5 mln m sześc. To dużo. Dlatego PGNiG postanowiło sięgnąć do najbardziej wydajnego pod względem wydawania gazu magazynu w Mogilnie (może on dostarczyć nawet 20 mln m sześc. paliwa dziennie). Problem w tym, że zgromadzone tam rezerwy znajdują się w gestii resortu gospodarki. – To zapasy obowiązkowe, na których uruchomienie zgodę musi wydać minister – podkreśla Zakrzewska.

Indywidualni klienci nie muszą się obawiać braku gazu

PGNiG ani Gaz-System, operator systemu przesyłowego, nie mogą wystąpić o uruchomienie zapasów tylko na podstawie obaw o to, że gazu zabraknie. Jak wyjaśnia Małgorzata Polkowska z Gaz-Systemu, przepisy są tak skonstruowane, że by skorzystać z zapasów najpierw trzeba wprowadzić ograniczenia handlowe. Dlatego PGNiG zmniejszyło dostawy największym odbiorcom. Klienci indywidualni nie powinni obawiać się, że zabraknie im gazu.

Wczoraj Gaz-System wysłał wniosek o uruchomienie zapasów do Waldemara Pawlaka, ministra gospodarki, który podejmie decyzję w ciągu kilku dni.

Firmy chemiczne, dla których gaz jest kluczowym surowcem, mają powody do zmartwień. ZCh Police zapowiedziały, że z powodu ograniczenia dostaw zmniejszą produkcję amoniaku na dwóch liniach o 35 proc. Joanna Żurowska z ZCh Police zapewnia, że spółka nie wyłączy jednak żadnej z instalacji. Proces wyłączenia i włączenia to wydatek ponad 1 mln zł.

ZA Puławy zapewniają, że utrzymają poziom produkcji, choć zostały pozbawione 5 proc. gazu. Spółka zapowiedziała, że może kupić go od nowego dostawcy, firmy Entrade, z którą w grudniu podpisała kontrakt na dostawy. Także Orlen zapewnił, że ma możliwość zastąpienia gazu innymi paliwami, np. olejem opałowym, więc ograniczenia w dostawach sięgające 15 proc. potrzeb płockiej firmy nie mają znaczącego wpływu na rafinerię.

Jeśli jednak niskie temperatury utrzymają się przez ponad miesiąc, firmy znajdą się w kłopotach. Wówczas Police czy Orlen mogą dostać jeszcze mniej gazu. Kurek może zostać przykręcony także m.in. Zakładom Azotowym Kędzierzyn czy tarnowskim Azotom.