Co ciekawe, obawy fim są niemal dokładnie takie same, a czasem większe, jak znacznie mniejszych polskich przedsiębiorstw, które także chciałyby wejść za granicę, ale czują obawę.

W 2050 roku w gronie 30 największych potęg ekonomicznych znajdzie się 19 krajów wschodzących – np. Meksyk, Brazylia, Kolumbia czy Egipt. Pierwszą dziesiątkę rankingu otwierać będą Chiny, które wyprzedzą Stany Zjednoczone. Za nimi uplasują się Indie przed Japonią, a później w kolejności Brazylia i Meksyk. Polska utrzyma pozycję w drugiej dwudziestce zestawienia. Spadać będzie znaczenie obecnie zamożnych krajów, takich jak Holandia, Szwajcaria czy Włochy – wynika z analizy HSBC.

– Z turbulencji gospodarczych coraz wyraźniej wyłania się świat dwóch prędkości, w którym gospodarki wschodzące intensywnie się rozwijają, a państwa zamożne pozostają w stagnacji – mówi David Michael, partner, dyrektor zarządzający BCG w Berlinie.

Pieniądze

Pieniądze

źródło: ShutterStock

Globalne korporacje z państw zamożnych zdają sobie z tego sprawę. Dlatego swojej szansy rozwoju na rynkach wschodzących upatruje 96 proc. ze 120 menedżerów międzynarodowych firm – wynika z wywiadów przeprowadzonych przez BCG. Tyle że tylko 13 proc. uważa, że ich przedsiębiorstwa są do tego przygotowane.

Jedną z głównych barier jest brak doświadczenia kadry zarządzającej. Z najwyższych specjalistów w korporacjach tylko co czwarty spędził przynajmniej rok w kraju zaliczanym do grupy rozwijających się. A to problem. Na nowych rynkach, gdzie postawy konsumentów zmieniają się szybko, liczy się szybkość reakcji na nie, a tego nie da się zrobić bez znajomości danego kraju i regionu. Do tego statyczne centrale chcą utrzymać rolę ośrodków decyzyjnych co: opóźnia proces reakcji, zwiększa prawdopodobieństwo działań nietrafionych, utrudnia adaptację placówki na nowym rynku. Na to nakłada się brak zaufania do lokalnych menedżerów i niechęć do ich awansowania na najwyższe szczeble. W efekcie potencjał rynków wschodzących nie znajduje odzwierciedlenia w centrach decyzyjnych firm, a przede wszystkim w ich wynikach. Badanie BCG niezbicie udowodniło, że obawy globalnych korporacji przed międzynarodową ekspansją – szczególnie na rynkach wschodzących – są niemal takie same jak polskich, znacznie mniejszych firm (o obawach polskich firm pisaliśmy w DGP 26 stycznia w artykule „Polskie firmy nie wierzą w siłę swoich pieniędzy”). My, jeśli eksportujemy czy szukamy partnerów, to w 75 proc. w krajach strefy euro. A z badania jasno wynika, że nie mamy powodów do obaw przed rynkami wschodzącymi, bo nasze szanse na nich nie są mniejsze niż globalnych koncernów. David Michael podpowiada, co może zwiększyć szansę na sukces. To m.in. dobra komunikacja między centralą a oddziałem, otwartość i chęć poznania specyfiki nowego rynku, zaufanie do menedżerów. Tylko nieliczne korporacje nie mają z tym problemu.