– Rocznie chcemy otwierać 1 – 2 lokale własne – twierdzi Jolanta Łapińska, dyrektor zarządzająca spółki Kosmetyczne Instytuty Dr Irena Eris.

Punkty będą otwierane w prestiżowych i wymagających dużych nakładów lokalizacjach. Każda taka inwestycja to wydatek rzędu 1 mln zł. Tam, gdzie wydatki będą mniejsze, Irena Eris chce rozwijać sieć KI poprzez franczyzę. Firma szacuje, że powinno ich przybywać w podobnym tempie co lokali własnych.

Sieć Kosmetycznych Instytutów to pomysł Dr Ireny Eris na rozruszanie nasyconego rynku kosmetyków. Oferta KI ma zachęcać do sięgania po drogie produkty. Obecnie większość przychodów firmy pochodzi ze sprzedaży marek ekonomicznych, takich jak Lirene i Under 20.

Drogeria

Drogeria

źródło: ShutterStock

KI będą promować górną półkę. – Usługi oferowane w kosmetycznych instytutach nie są tanie, ale taka jest nasza strategia. KI to przede wszystkim możliwość zakupu produktów niedostępnych w tradycyjnym obrocie handlowym – dodaje Łapińska.

W sieci KI dominują usługi związane z kosmetyką pielęgnacyjną twarzy i ciała. KI oferują także porady dermatologiczne, usługi kosmetyki estetycznej, czyli np. wypełnianie zmarszczek botoksem, a także zabiegi manicure, pedicure oraz masaże. W części KI działają gabinety fryzjerskie, nie są one jednak elementem obowiązkowym w wypadku lokali franczyzowych.

W sumie pod szyldem KI działa obecnie 16 lokali franczyzowych, cztery własne, a także dwa w należących do Dr Ireny Eris hotelach spa.

Firma stara się też wchodzić ze swoimi produktami na rynki zagraniczne. Z powodzeniem działa w Hongkongu i na Tajwanie, chce także wejść na gigantyczny rynek chiński. Choć obecnie na eksport trafia zaledwie co dziesiąty kosmetyk sygnowany marką Dr Irena Eris, w ciągu dwóch najbliższych lat spółka planuje zwiększenie eksportu nawet trzykrotnie.