Warszawa może liczyć na poparcie szerokiej koalicji krajów w sprawie walki o miejsce przy stole na szczytach strefy euro – mówił wczoraj minister finansów Jacek Rostowski. Przeciw jest Francja.

– To naprawdę nie jest tylko polski postulat. To był może polski pomysł, ale przyłączyło się do niego bardzo, bardzo wiele państw – powiedział w Brukseli Rostowski.

Francja akceptuje propozycję obecnego projektu paktu. IV wersja zakłada możliwość udziału w szczytach euro państwom spoza strefy, ale tylko „na zaproszenie przewodniczącego szczytów euro (...) kiedy uzna to za stosowne i przynajmniej raz w roku”. Chodzi o szczyty dotyczące implementacji umowy międzyrządowej. I pod warunkiem że kraje nie tylko ratyfikują umowę, lecz także zadeklarują intencję wdrożenia części jej zapisów. Rostowski pytany wczoraj, czy rozważa możliwość wcześniejszego niż przed wejściem do euro wdrożenia przez Polskę nowych zasad fiskalnych, w tym nowej zasady wydatkowej, powiedział: niespecjalnie.

Reguła wydatkowa została w IV projekcie wzmocniona zapisami o sankcjach finansowych dla państw nieprzestrzegających dyscypliny finansowej.

Ma je orzekać Trybunał Sprawiedliwości UE. Kara wyniesie maksymalnie do 0,1 proc. PKB kraju i zasili fundusz na ratowanie potencjalnych unijnych bankrutów.

Polska w rozmowach o umowie chce mieć prawo do uczestniczenia we wszystkich szczytach strefy euro jako obserwator bez prawa głosu. Obecna wersja umowy rządu Donalda Tuska nie satysfakcjonuje. Polska chce też, by w umowie znalazła się tzw. formuła wygaszania. Chodzi o to, by w określonej perspektywie czasowej zapisy umowy międzyrządowej trafiły do unijnych traktatów.