W „Przewodniku Bibliograficznym” odnotowano do końca grudnia ponad 33,5 tys. tytułów książek wydanych w ubiegłym roku – informuje dyrektor Biblioteki Narodowej dr Tomasz Makowski. Ale biorąc pod uwagę to, że wydawcy mogą nadsyłać do BN wydane w zeszłym roku tytuły jeszcze przez kilka miesięcy, to Makowski spodziewa się, że liczba wszystkich może dobić do imponujących 35 tys. To sporo więcej niż rok wcześniej, gdy nowych tytułów było 31,5 tys., i jednocześnie niekwestionowany rekord w historii polskiego rynku wydawniczego.

Liczba nowych książek rośnie od początku lat 90. – wtedy co roku wydawano ich zaledwie około 10 tys. W ciągu pierwszej dekady asortyment wzrósł dwukrotnie, choć potem rynek wyraźnie zwolnił. Jeszcze w 2009 roku na rynku było ok. 22,5 tysiąca tytułów.

– Sęk w tym, że obecna mnogość tytułów nie oznacza, iż zwiększyła się liczba najbardziej interesującego z punktu widzenia czytelników książek asortymentu, czyli literatury – uważa Beata Stasińska, szefowa wydawnictwa W.A.B. Wyjaśnia, że jedna trzecia wydawanych książek to podręczniki i ich liczba wciąż się zwiększa. – Kolejna jedna trzecia to literatura naukowa i akademicka, której nakłady często liczone są zaledwie w setkach egzemplarzy – wylicza Stasińska i dodaje, że w efekcie beletrystka nie rozwija się tak dynamicznie, jak wskazywałyby na to liczby podawane do publicznej wiadomości.

Inna sprawa, że choć tytułów jest coraz więcej, to chętnych do ich czytania ubywa. Jak szacuje branża, w ubiegłym roku sprzedano o około 8 proc. mniej książek niż rok wcześniej. Głównym tego powodem miało być wprowadzenie wyższej stawki VAT na książki (wzrosła z 0 do 5 proc.). Ale nie tylko. Zdaniem obserwatorów rynku konsumenci po prostu zaczęli oszczędzać na książkach.

– W efekcie część wydawców zaczęła walczyć o klienta, wprowadzając więcej nowych tytułów. Do tego doszła presja ze strony sieci sprzedaży, które jak najczęściej chcą chwalić się nowościami na swoich półkach – mówi Piotr Dobrołęcki, redaktor naczelny „Magazynu Literackiego Książki”.

Ten medal ma także jednak drugą stronę – choć tytułów jest więcej, to ukazują się w coraz mniejszych nakładach. – Obecnie tytuł o nakładzie 3 tys. egzemplarzy to norma, gdy jeszcze kilka lat temu było to minimum – mówi Marcin Wojtaszczyk, pełnomocnik zarządu ds. marketingu u dystrybutora książek Azymut.

Jeżeli dalej tak pójdzie, to niebawem półki w księgarniach uginały się będą pod naporem wydrukowanych w kilku egzemplarzach nowości, których nie będzie miał kto czytać.