To efekt obniżki ratingu do poziomu BB+ przez agencję Fitch, do której doszło w ostatni piątek, i gwałtownie tracącego na wartości forinta.

Węgierskie portale informacyjne piszą o zwiększonym ruchu w kantorach. Tracący forint (5 stycznia euro kosztowało 324 forinty, najwięcej w historii) sprawił, że ludzie zaczęli wycofywać oszczędności, zamieniając je potem na euro, dolary i franki szwajcarskie. W niektórych kantorach zabrakło twardej waluty. Część obywateli – danych o skali sytuacji wciąż brakuje – otwiera konta w bankach w przygranicznym austriackim Burgenlandzie, co przyznają przedstawiciele Austriackiego Banku Narodowego (OeNB). Reszta zbiera dewizy na kolejne raty pożyczek hipotecznych (53 proc. kredytów na mieszkania jest denominowane we frankach).

Rzecznik węgierskiego nadzoru finansowego Istvan Binder ostrzegł, że wywożenie znacznych sum za granicę pozostaje nielegalne. Zarazem rząd stara się uspokoić sytuację. Rzecznik premiera Orbana Andras Giro-Szasz zapewnił, że depozyty osób fizycznych są gwarantowane przez państwo. Socjalistyczna opozycja zażądała uchwalenia specjalnej ustawy wzmacniającej te gwarancje.

Paradoksalnie przenoszenie oszczędności do Austrii nie jest najrozsądniejszym rozwiązaniem. Jeśli węgierski system bankowy wpadnie w kłopoty, może pociągnąć sąsiadów za sobą. Do austriackich banków należy 1/4 rynku nad Balatonem. – To ekstremalnie niebezpieczna sytuacja. Żaden kraj nie jest tak silnie zaangażowany na tamtejszym rynku bankowym jak Austria – mówił tygodnikowi „Oesterreich” Paul Lendvai, komentator pochodzenia węgierskiego. Wiedeń poważnie obawia się o los swojego ratingu AAA.

Węgry w dużej mierze cierpią na syndrom samospełniającej się przepowiedni. Patrząc na twarde liczby, Budapesztowi nie powinno grozić bankructwo. W 2012 roku Węgrzy muszą zrefinansować zaledwie 4,5 mld dol. długu, 95-krotnie mniej niż Włochy, 63-krotnie mniej niż Niemcy i siedmiokrotnie mniej niż Polska. To zarazem równowartość jedynie 8 proc. rezerw walutowych banku centralnego.

Ludzie zamieniają forinty na euro. W kantorach brakuje walut

Mimo to gospodarka bije negatywne rekordy. Poza spadkiem wartości forinta (w zeszłym roku był obok złotówki najszybciej tracącym pieniądzem Europy poza rublem białoruskim) szybuje rentowność obligacji, która przekroczyła już 10 proc., a tymczasowo nawet 11 proc., gdy za bezpieczny jest uznawany poziom najwyżej 7 proc. W ślad za nimi rośnie też rentowność papierów austriackich. Opłacalność 10-latek osiągnęła 3,6 proc., a rozziew między nimi a niemieckimi papierami skoczył do 194 punktów bazowych. To największa różnica od momentu powstania strefy euro.

Z kolei rząd Viktora Orbana, zmagający się dodatkowo z olbrzymią krytyką za decyzje polityczne, zwłaszcza ograniczenie niezależności banku centralnego i uchwalenie nowej konstytucji, nie może sobie pozwolić na twardą postawę wobec MFW. Dzisiaj przedstawiciel władz Tamas Fellegi rozpoczął w Nowym Jorku sondażowe rozmowy z funduszem w sprawie nowego programu pomocowego. Budapesztowi zależy na uruchomieniu oficjalnych negocjacji. Fellegi stara się też o spotkanie z szefową MFW Christine Lagarde.

Orban zgodził się już na bezwarunkowe wznowienie rozmów z MFW, zawieszonych przed miesiącem w rezultacie przyjęcia kontrowersyjnych przepisów dotyczących banku centralnego, osłabiającej jego pozycję względem rządu. Wcześniej współpraca z funduszem była już raz zerwana. W 2010 roku Orban zrezygnował z pomocy MFW, gdy ten zażądał od niego podwyższenia podatków, choć realne obciążenia fiskalne były po Belgii najwyższe w Europie.