Do końca listopada zarejestrowano zaledwie 250 tys. nowych samochodów osobowych, a wynik całoroczny najprawdopodobniej nie przekroczy 280 tys. To oznacza ponad 10-proc. spadek w porównaniu z rokiem ubiegłym. Trudno ocenić, na ile różnica ta wynika ze zmiany sposobu liczenia. – W zeszłym roku posługiwano się danymi zbieranymi bezpośrednio u importerów. Teraz statystyki opierają się na liczbie aut zarejestrowanych, czyli danych, które gromadzone są w systemie CEPiK – tłumaczy Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Motoryzacyjnego. To oznacza, że dilerzy nie mogą np. wliczać do swoich wyników aut reeksportowanych.

Przegrali z naturą i prawem

Jak to jednak w kryzysie bywa, są tacy, którzy stracą znacznie więcej niż inni, i tacy, którzy nieźle zarobią.

Największych przegranych w tegorocznej bitwie o klientów nietrudno wskazać. Spośród dwudziestu najpopularniejszych marek do końca listopada aż 12 zanotowało spadki sprzedaży. Pierwsza trójka, Skoda, Ford i Opel, traci równo – 6,1 – 6,2 proc. Rekordzistka – Honda, straciła w porównaniu z 2010 r. jedną trzecią klientów, Fiat – jedną czwartą, a Toyota 20 proc.

– 20-proc. spadek sprzedaży ma ścisły związek z marcowymi wydarzeniami w Japonii. Tsunami spowodowało, że niektóre wersje silnikowe i wyposażeniowe naszych aut były niedostępne. Nie byliśmy w stanie zaspokoić oczekiwań klientów – tłumaczy Robert Mularczyk, dyrektor PR w Toyota Motor Poland. Dodaje, że problemy z podażą samochodów widać nawet podczas obecnej akcji wyprzedażowej. – Jest limitowana do zaledwie kilkuset aut i to w konkretnych wersjach. Inne japońskie marki też boleśnie odczuły marcowy kataklizm.

Wyraźnie osłabły jednak również marki europejskie, jak Fiat, Peugeot czy Citroen i tu trudno wskazać jeden, konkretny powód. Spadki są wypadkową kilku czynników: gorszej oferty modelowej, mniejszych wydatków na reklamę czy mniejszych upustów. Wszyscy sprzedawcy twierdzą jedno: przez zmiany podatkowe z początku roku, które zniosły możliwość odpisywania całego VAT-u od aut z kratką, odjechała od nich część klientów flotowych. A ci, w przypadku niektórych marek, stanowią między 60 a 80 proc. odbiorców.

Wygrali z kryzysem

Najbardziej zyskały marki mające ciekawą ofertę dla klientów indywidualnych. Czyli głównie tych ze szczuplejszym portfelem. Chevrolet przez 11 miesięcy sprzedał o ponad 20 proc. więcej aut. Należąca do Renault Dacia poprawiła wynik o 18,3 proc.

– Klienci wybierają nasze auta ze względu na dobry stosunek ceny do jakości – mówi Wojciech Osoś z Chevrolet Poland. Jeszcze w 2005 r. marka należąca do koncernu GM sprzedała u nas nieco ponad tysiąc aut. W tym roku ponad 7 tys. i zdobędzie niemal 3 proc. rynku.

Dacia w ciągu trzech lat podwoiła sprzedaż z 2,5 do niemal 5 tys. aut. Jej przedstawiciele przyznają, że obsługują głównie klientów indywidualnych. – 62 – 64 proc. Dusterów i Sandero, które obecnie są lokomotywą sprzedaży, trafia w prywatne ręce, a niecałe 40 proc. do firm – mówi Agata Szczech z Renault Polska, importera Dacii. To, że w dobie spowolnienia gospodarczego cena jest kluczowym parametrem decydującym o wyborze auta, potwierdzają również wyniki Suzuki i Nissana, które wprowadziły do sprzedaży nowe modele w nowych, atrakcyjnych cenach.

Od tej reguły bywają jednak wyjątki. O ile BMW i Audi straciły w tym roku po ok. 5 proc. klientów, to Volvo zanotowało wzrost zbliżony do 6 proc. i wszystko wskazuje na to, że zostanie liderem segmentu premium. – Jeszcze nie otwieramy szampana, ale wszystko jest na dobrej drodze – mówi Arkadiusz Nowiński, prezes Volvo Auto Polska. Ten sukces eksperci kwitują krótko: w kryzysie nie należy drażnić ani sąsiadów, ani pracowników, ani urzędu skarbowego. Dlatego kupuje się albo auto tanie, albo takie, które jest luksusowe, jednak nie kłuje w oczy.