Ten bezprecedensowy audyt ma ujawnić skalę korupcji i pomóc Władimirowi Putinowi zrzucić na urzędników winę za rosnące ceny prądu w przededniu marcowych wyborów prezydenckich. Przy okazji krucjaty raport o skali uwłaszczenia managementu ma złożyć również Gazprom.

– Bezprecedensowo liczne protesty zmusiły Putina do udawania, że spełnia niektóre postulaty manifestantów – tłumaczy w rozmowie z „DGP” Walerij Mironow z Centrum Rozwoju w Moskwie. Jednym z głównych haseł rewolucji białych wstążek jest walka z drobnymi układami i bezkarnością urzędników. – Nie chcemy rewolucji. Chcemy tylko, by nasze państwo działało sprawnie i uczciwie – mówiła nam Tamara Kubaneiszwili, jedna z uczestniczek protestów. Dlatego premier, wpisując się w ogólny klimat polityczny, podczas wizyty w azjatyckiej Chakacji, zapowiedział położenie kresu bezkarności państwowych menedżerów z branży elektroenergetycznej. Putin zarzucił im utrzymywanie klanowej struktury władzy, wyprowadzanie pieniędzy podatników do rajów podatkowych, konflikty interesów na masową skalę.

Z danych, które przytoczył premier, wynika, że połowa z 352 szefów tego typu firm jest zamieszana w podejrzane schematy finansowe. Putin obarczył przy tym regionalne układy winą za rosnące opłaty za prąd (blisko 27 proc. w skali rocznej).

– Nie możemy dopuścić, by tzw. podatek korupcyjny oraz defraudowanie państwowej kasy dodatkowo obciążały kieszenie konsumentów – oburzał się. Po jego słowach pracę straciło ośmiu menedżerów, którzy traktowali powierzone im firmy elektroenergetyczne jak prywatną skarbonkę.

Wśród nich Giennadij Nikitin, który jako szef przedsiębiorstwa MES Urała (operatora sieci przesyłowych prądu na Uralu) założył pięć firm budowlano-remontowych, świadczących usługi dla państwowego sektora elektroenergetycznego. Obroty powiązanych z nim firm wynoszą 2 mld rubli rocznie (220 mln zł). Z kolei monopol na remontowanie obiektów energetycznych państwowej firmy Tiumieńeniergo na Syberii pełnią firmy jej (już byłego) dyrektora Jewgienija Kriuczkowa.

Wśród oskarżonych znalazły się też grube ryby. Choćby Dmitrij Gwozdiow, członek zarządu operatora rosyjskich sieci elektrycznych FSK JeES. Jest on zarazem współzałożycielem Inwiestchołdingu i właścicielem firmy Siberniergostroj, które zarabiają krocie na realizacji syberyjskich inwestycji związanych z rozbudową infrastruktury elektroenergetycznej.

Tego typu firmy przyssawki, zwane w rosyjskiej prasie „odnodniewkami” (ponieważ często powstają w ciągu jednego dnia tylko po to, by „wygrać” któryś z ustawionych przetargów), są głównymi beneficjentami tej gałęzi gospodarki. Przy zastoju w całej branży ich dochody wzrosły trzykrotnie, a dywidendy wypłacane ich właścicielom – czterokrotnie.

Bezprecedensowy audyt ma ujawnić skalę korupcji w rosyjskich spółkach

Właściciele zaś, najczęściej tożsami z kierownikami państwowych firm, na których żerują odnodniewki, lokują je za granicą, poza zasięgiem rosyjskiego fiskusa.

Podejrzane schematy nie dotyczą zresztą wyłącznie wytwórców prądu. O udzielanie miliardowych pożyczek niewymienionej z nazwy firmie z Cypru Putin oskarżył także potentata energetyki wodnej Rusgidro.

Kontrole dotyczą też molochów gazowych i naftowych. Również Gazprom, Rosnieft i Transnieft mają czas do 15 stycznia na przesłanie rządowi danych o zarobkach szefów i ich rodzin.

Tandem pozostaje niewzruszony

Rosyjskie władze nie tracą pewności siebie mimo przetaczających się przez miasta wielotysięcznych demonstracji. Wczoraj premier Władimir Putin odrzucił żądania opozycji o zrewidowanie wyników wyborów do parlamentu, uznanych przez demonstrantów za sfałszowane. O dużej dozie samozadowolenia władz świadczą też roszady kadrowe. Ideolog Kremla Władisław Surkow, oskarżany przez opozycję o manipulacje w systemie politycznym, został wicepremierem ds. modernizacji. Wcześniej szefem administracji prezydenta został Siergiej Iwanow, dotychczasowy minister obrony. Przeprowadzki związane są z szykowaną zamianą miejsc Putina z prezydentem Miedwiediewem.