– Z trzech wariantów wybraliśmy średnio optymistyczny. Równocześnie zakładamy, że deficyt budżetowy w przyszłym roku nie przekroczy 35 mld zł, a deficyt sektora finansów publicznych będzie poniżej 3 proc. – powiedział wczoraj premier Donald Tusk.

Zmieniona ustawa zachowuje najważniejsze zapisy z poprzedniej wersji. Podwyżek nie dostaną pracownicy sfery budżetowej, w tym sędziowie i prokuratorzy. Wyjątkiem będą nauczyciele, którym od pierwszego września 2012 r. pensje wzrosną o 3,8 proc. Do tego od lipca 2012 r. dochodzą kwotowe podwyżki dla policjantów i żołnierzy o 300 złotych na osobę. Rząd szacuje, że przeciętna płaca w gospodarce wyniesie 3526 złotych wobec 3392 złotych w tym roku. Jak pisaliśmy wczoraj, waloryzacja emerytur ma wynieść 4,8 proc. Mimo obniżonej z 4 do 2,5 proc. prognozy wzrostu PKB deficyt ma pozostać na zakładanym wcześniej poziomie. Bo choć spadną dochody podatkowe, to wyższe mają być inne, m.in. z dywidend z państwowych spółek. Mają wynieść 8,2 mld zł, a nie 4,1 mld zł planowanych wcześniej. To o ponad 2 mld zł więcej niż to, co z zysku swoich firm rząd otrzyma w tym roku.

– Założenia są bardzo realistyczne. Jedynym zagrożeniem jest ewentualny rozpad strefy euro. Jeśli, co zakładamy, wejdzie ona w recesję w pierwszej połowie roku i wyjdzie z niej w drugiej, Polska powinna osiągnąć 2,5-proc. wzrost – ocenia dr Jakub Borowski, główny ekonomista Kredyt Banku. Jednak nawet gdyby sytuacja znacznie się pogorszyła, rząd stworzył sobie poduszkę bezpieczeństwa. W ustawie założył zerowy wpływ z zysku z NBP, a zysk będzie. Już z wypowiedzi prezesa NBP Marka Belki wynika, że wyniesie on 2 – 3 mld złotych. O podobną kwotę mogą być wyższe dywidendy, co oznaczałoby, że wpłynie z nich nie 8, ale nawet ponad 10 mld zł. W sumie rząd ma w budżecie zaskórniaki w wysokości 4 – 5 mld złotych.

Zaskakujące jest ograniczenie inwestycji publicznych

– To, co zaskakuje w projekcie, to jedynie 1,5-proc. wzrost inwestycji. Oznacza, że rząd w drugiej połowie roku zamierza ostro ściąć inwestycje publiczne. W tej sytuacji nie rozumiem, dlaczego bezrobocie ma wynieść na koniec 2012 r. jedynie 12,3 proc., czyli mniej niż w tym roku, skoro inwestycje publiczne stanowią 40 proc. ogółu i są bardzo etatochłonne – mówi Jakub Borowski. Uważa, że jeśli rząd zetnie inwestycje w przyszłym roku, to ucierpią na tym branża budowlana i wszelkie z nią związane – np. metalurgiczna, cementowa, chemiczna, co musi się odbić na wzroście bezrobocia.

Eksperci za słabą stronę w projekcie uznają także większą fiskalizację państwa. Budżet oparty jest na wzroście relacji dochodów do PKB do 42 proc. z 40,3 proc. Tymczasem rynek oczekiwał, że przy okazji planowania budżetu 2012 r. rząd zapowie także zmniejszenie zatrudnienia w sektorze publicznym. Choć dałoby to tylko 1 mld zł oszczędności, byłby to krok w pożądanym kierunku.