Ambitny plan prywatyzacji greckich aktywów państwowych może nie zostać zrealizowany. Spowolnienie gospodarcze przetrzebiło potencjalnych nabywców. Tymczasem bez pieniędzy z prywatyzacji Ateny będą miały problem ze sfinansowaniem bieżących wydatków. Jednym z warunków uniknięcia bankructwa jest wyprzedaż majątku narodowego.

Rząd Lukasa Papadimosa oczekuje, że prywatyzacja przyniesie w przyszłym roku dochód rzędu 9,3 mld euro. – To wciąż realny cel, ale dopiero rozwój wydarzeń pokaże, czy te szacunki się sprawdzą. Żeby sprzedać, potrzebujemy kupców – mówił we wczorajszym wywiadzie dla dziennika „I Katimerini” Kostas Mitropulos, szef Funduszu Rozwoju Aktywów (TAIPeD). – Jeśli ta sytuacja (trudności gospodarcze w strefie euro – red.) potrwa, naturalnie będzie nam trudno znaleźć nabywców – dodał Mitropulos. Szef funduszu podaje przykład Niemiec, które podczas ostatniej aukcji same nie potrafiły znaleźć wystarczającej liczby chętnych na własne obligacje.

Tymczasem prywatyzacja jest kluczowym elementem programu odbudowy greckiej gospodarki, dla której 2012 r. będzie piątym kolejnym rokiem recesji. W tym czasie skumulowany spadek PKB – jeśli potwierdzą się prognozy Brukseli – osiągnie 14,4 proc. W warunkach spadku gospodarczego niezmiernie trudno ograniczyć deficyt budżetowy. Do tego niezbędne są pieniądze z UE i MFW. Bez realizacji planu prywatyzacyjnego zarówno ostatnie transze pierwszego, jak i cały drugi bailout mogą zostać zablokowane. Bez pieniędzy zaś Grecja nie będzie w stanie płacić emerytur i pensji w budżetówce.

O kupców trudno. Dziś nawet Niemcy nie mogą sprzedać obligacji

Wśród firm przekazanych przez rząd TAIPeD do sprzedania są też udziały w perspektywicznych przedsięwzięciach. Wśród nich udziały w 40 lotniskach (w tym międzynarodowym porcie im. Elefteriosa Wenizelosa w Atenach), 10 portach, naftowym koncernie Elinika Petrelea, trzech bankach (Alfa, Etnikis i Pireos), państwowej loterii Kratikon Lachion, a nawet operatorze wyścigów konnych ODIE. Są też jednak mało atrakcyjne molochy, jak OSE, czyli koleje państwowe. OSE tylko na płace wydają czterokrotność przychodów z biletów i potrzebują rocznie 1 mld euro subsydiów, żeby normalnie funkcjonować.

O tym, jak trudno przekuć ambitne zamierzenia pozyskania z tytułu prywatyzacji 50 mld euro do 2015 r., świadczą wstępne wyniki tegorocznej wyprzedaży państwowego majątku. Początkowo władze zamierzały uzyskać w ten sposób 5 mld euro, potem plan zredukowano o 1/5. Ostatecznie jednak najbardziej realną sumą jest 1,8 mld euro.

Sytuacji nie poprawia także rosnący pesymizm samych Greków, co przekłada się na niższą konsumpcję wewnętrzną i pogłębia trudności gospodarcze. Według sondażu przeprowadzonego na zlecenie dziennika „Elefteros Tipos” aż 73,5 proc. ankietowanych oczekuje, że sytuacja gospodarcza Hellady pozostanie bez zmian albo wręcz ulegnie pogorszeniu. Przeciwnego zdania jest co piąty Grek.

UE skontroluje budżety bez zmiany Lizbony

W tym tygodniu Berlin i Paryż przedstawią plan wzmocnienia kontroli nad budżetami narodowymi państw strefy euro, który nie będzie wymagał zmiany traktatu lizbońskiego. Taką informację podał wczorajszy „Welt am Sonntag”.

Nowy pakt stabilności, jak nazwano inicjatywę, może przewidywać oparcie nowych reguł o tzw. wzmocnioną współpracę, przewidzianą przez dotychczas obowiązujące prawo europejskie. W grę wchodzi prawo weta wobec budżetów narodowych czy powołanie specjalnego komisarza ds. oszczędności obdarzonego szerokimi uprawnieniami. Ściślejsze zobowiązania do utrzymania dyscypliny budżetowej zostałyby więc utworzone na wzór strefy Schengen. – Próba zmiany traktatu oznaczałaby realną groźbę jej odrzucenia podczas ratyfikacji w którymś z państw, a to oznaczałoby katastrofę. Wszyscy szukamy sposobu uniknięcia rewizji Lizbony – mówi „DGP” osoba z otoczenia przewodniczącego Rady Europejskiej Hermana Van Rompuya.