Przez lata polskie zakłady odzieżowe i tekstylne przenosiły swoją działalność do Chin. Teraz, przez rosnące koszty tamtejszej siły roboczej oraz transportu, planują wielki powrót do kraju.
Nie będzie on jednak łatwy i szybki, bowiem na drodze powrotnej napotkały poważny problem – na polskim rynku odzieżowym brakuje specjalistów. Z analiz Związku Przedsiębiorców Przemysłu Mody „Lewiatan” przeprowadzonych we współpracy z Fundacją Przemysłu i Mody PIOT wynika, że cały sektor cierpi na deficyt wykształconych pracowników, którzy nie tylko szyją, ale także projektują ubrania czy znają się na nowoczesnych technologiach tekstylnych.
ikona lupy />
Deficytowe specjalności w branży odzieżowej / DGP
Sami przedsiębiorcy, pytani o najbardziej deficytowe umiejętności, jednym tchem wymieniają właśnie konstruktorów odzieży, odpowiedzialnych za modelowanie i krój poszczególnych części ubrań. Duże zapotrzebowanie jest na szwaczki oraz mechaników maszyn szyjących. Z deklaracji 55 producentów przebadanych przez ZPPML wynika, że od zaraz są gotowi przyjąć do pracy niemal 400 szwaczek, 27 konstruktorów odzieży oraz 17 technologów. Praca czeka także na krawców wzorcowni, kontrolerów jakości wyrobów odzieżowych oraz mechaników maszyn szyjących.
– Rzeczywiście, brak pracowników nam doskwiera. Ciągle poszukujemy osób zajmujących się projektowaniem ubrań czy specjalizujących się w ocenie, jakie wyroby odzieżowe i modele będą ciekawe dla naszych klientów w danym sezonie – przyznaje Dariusz Pachla, wiceprezes zarządu spółki LPP SA, która w samych tyko działach zajmujących się przygotowaniem produktów zatrudnia około 400 osób.
Zdaniem specjalistów przyczyną trudności w pozyskaniu wykwalifikowanych pracowników jest niedopasowanie umiejętności absolwentów szkół do wymagań rynku. – Brakuje im znajomości z zakresu nowoczesnych technologii konfekcjonowania, umiejętności zarządzania produkcją i zleceniami bazującymi na krótkich seriach. Ponadto bardzo często operują ograniczoną liczbą wzorów – wymienia wady polskich „specjalistów” Bogusław Słaby, prezes zarządu Związku Przedsiębiorców Przemysłu Mody „Lewiatan”.
Ale dobrych specjalistów nie ma w tej branży także dlatego, że firmy słabo im płacą. W efekcie, jak zauważa Jerzy Bartnik, prezes Związku Rzemiosła Polskiego, od 15 lat w kraju mało kto uczy się krawiectwa. Natomiast ci, którzy zdobywali doświadczenie w latach 70. czy nawet 80., przeszli już na emeryturę.
Deficyt wykształconej kadry odzieżowej dał się firmom we znaki już tak bardzo, że postanowiły go zmniejszyć. ZPPML oraz Fundacja Przemysłu i Mody podjęły współpracę z Publiczną Policealną Szkołą Nowoczesnych Technologii dla Dorosłych w Łodzi. – Jej efektem będzie nowy kierunek kształcenia pod nazwą „technik przemysłu mody”, który ruszy od września 2012 roku – informuje Bogusław Słaby. Program będzie podzielony na część teoretyczną i praktyczną zgodnie z aktualnymi wymogami MEN. – Ostatni semestr zajęć to ścisły podział na specjalizacje wskazane przez przedsiębiorców – zaznacza Słaby.
Sami przedstawiciele firm odzieżowych nie wykluczają, że w przyszłości podobne kierunki uruchomione zostaną na innych uczelniach i w innych częściach kraju. Jednak eksperci zwracają uwagę, że uzupełnianie luki na rynku potrwa dłużej, niż spodziewa się branża. – O ile przyuczenie szwaczki to kwestia pół roku, o tyle w przypadku krawca czy technologa mówimy o kilku latach nauki – komentuje Bartnik. Poza tym, aby w ogóle ktoś chciał zajmować się krawiectwem, trzeba zaproponować mu sensowne zarobki. Obecne stawki mogą nie skusić tak wielu chętnych do nauki, jak wydaje się samym producentom odzieży. Najpierw sami muszą zaprojektować i uszyć dla nich atrakcyjną ofertę.
Specjalistów nie ma także dlatego, że firmy mało im płacą