Koszt sprowadzenia śledzi, makreli czy szprot wzrósł w ciągu roku nawet o 50 proc., a z importu pochodzi aż 90 proc. spożywanych w Polsce ryb. W producentów uderzają niekorzystne kursy walutowe. W ciągu roku nasza waluta straciła wobec euro ponad 12 proc.

W konsekwencji już teraz szacuje się, że rentowność branży w tym roku będzie rekordowo niska. – Dla całego sektora wskaźnik ten wyniesie w 2011 roku 0,5 – 1 proc., podczas gdy na przestrzeni ostatnich kilku lat znajdował się na poziomie średnio 3,5 – 3,7 proc. – mówi Safader. Przetwórcom nie sprzyjają także rosnące ogólne koszty prowadzenia działalności gospodarczej, w tym m.in. coraz droższe paliwa.

Ryb z importu nie można zastąpić krajowymi, bo minister rolnictwa wydał rozporządzenie zakazujące do końca roku połowu śledzia, ponieważ rybacy wykorzystali 89 proc. limitu połowowego. Jego przekroczenie oznaczałoby konieczność zapłaty kar, sięgających nawet 350 tys. zł na jednego rybaka.

Sektor rybny musi się jednocześnie borykać ze spadającym popytem krajowym. Z danych Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej wynika, że Kowalski zjadł w pierwszej połowie tego roku przeciętnie o 2,6 proc. mniej ryb niż rok temu. Natomiast coraz większy jest popyt na ryby na azjatyckich rynkach, przez co rosną ceny. – 10 lat temu nie istniało coś takiego jak rynek wewnętrzny w Chinach czy Indiach. Dziś rośnie tam spora klasa średnia – mówi Wojciech Bondara z Abramczyka.

W konsekwencji kuleją wyniki finansowe spółek z branży. Wilbo po dziewięciu miesiącach tego roku zanotowało stratę w wysokości ponad 20 mln zł. Spółka liczy jednak na ustabilizowanie się cen. Wojciech Bondara mówi z kolei, że nie podniesie na razie cen, bo wiązałoby się to ze spadkiem sprzedaży.

Inni gracze wprost mówią, że obecne ceny są nie do utrzymania. – Na razie sami kompensujemy wzrost kosztów, jednak wkrótce wszyscy producenci będą zmuszeni rozważyć podwyżki – tłumaczy Adam Basałaj z Frosty.

Sposobem na ratowanie wyników firm może być konsolidacja w ramach firm z jednej grupy kapitałowej. Graal poprzez przeniesienie majątku Kordexu i Gastera do Superfisha postanowił połączyć je w jeden podmiot. O przejęciach konkurentów nikt na razie nie myśli. Mający takie plany niemiecki Lisner właśnie się z nich wycofał.