Od 30 lat żadna hiszpańska partia nie miała równie komfortowej większości w parlamencie. I żadna nie miała przed sobą równie trudnego zadania. Kierowana przez Mariano Rajoya Partia Ludowa (PP) – zwycięzca wczorajszych wyborów parlamentarnych – musi uratować Hiszpanię przed bankructwem.

Według ankiety przeprowadzonej po wyjściu z lokali wyborczych na zlecenie telewizji publicznej (RTVE) PP otrzymała 43,5 proc. głosów (185 mandatów), podczas gdy Socjaliści zaledwie 30 proc. (115 mandatów). To daje partii Rajoya bezwzględną większość, która w parlamencie wynosi 176 mandatów.

Ten wyraźny skręt w prawo jest reakcją na kryzys gospodarczy, w jakim znalazła się Hiszpania, oraz na to, iż ustępujący rząd Jose Luisa Zapatero zupełnie sobie z nim nie poradził. Najpierw nie przyjmował do wiadomości istnienia kryzysu, a gdy stał się on już oczywisty, wprowadził w życie drastyczny program oszczędnościowy. Ale – choć deficyt budżetowy spada – ubocznymi skutkami cięć są najwyższe w Europie bezrobocie sięgające 22 proc. oraz spowolnienie gospodarcze, które lada chwila zmieni się w recesję.

Głosując na Partię Ludową, Hiszpanie wybrali jeszcze większe oszczędności. Rajoy podczas kampanii mówił, że konieczne jest dalsze zaciskanie pasa, ale konkretów, gdzie nastąpią cięcia, było niewiele. Zamiast tego wskazywał na sukcesy gospodarcze za czasów poprzednich rządów PP (1996 – 2004), kiedy zlikwidowano 7-proc. deficyt budżetowy, a bezrobocie spadło z 18 do 11 proc. Teraz ich powtórzenie będzie jednak trudniejsze, szczególnie że filary państwa opiekuńczego mają zostać zachowane. Rajoy zapowiedział, że chce, by w przyszłym roku deficyt budżetowy spadł do poziomu 4,4 proc. PKB, co oznacza zmniejszenie wydatków bud- żetowych o 40 mld euro.

Pod nóż pójdą subsydia dla elektrowni wiatrowych i słonecznych, a istniejące elektrownie atomowe będą działać tak długo, jak pozwolą normy bezpieczeństwa. Obniżek pensji mogą się spodziewać pracownicy budżetówki. Rajoy zapowiedział karanie urzędów za nadmierne wydatki, a państwowe firmy zostaną sprzedane, jeśli się nie wykażą lepszymi wynikami niż działające w tych samych sektorach prywatne. Chce też dokonać outsourcingu cześci zadań państwa, oddając w ręce prywatne zarząd nad usługami publicznymi czy infrastrukturą. Cięcia dotkną budżety 17 regionów autonomicznych, na które przypada blisko połowa hiszpańskiego długu.

Pracownicy budżetówki mogą się spodziewać obniżek pensji

Z drugiej strony ludowcy planują wiele działań, które mają pobudzić wzrost gospodarczy. Uelastyczniony ma zostać rynek pracy, bo niska konkurencyjność jest największą bolączką hiszpańskiej gospodarki. Przywrócona zostanie ulga podatkowa dla osób kupujących nowe domy, obniżone podatki dla małych i średnich firm oraz osób na samozatrudnieniu. Jednoosobowe firmy, które zatrudnią kolejną osobę, dostaną 3000 euro rabatu podatkowego. Zmieniony zostanie też system ściągania VAT, tak by przedsiębiorstwa nie musiały go płacić, zanim same nie otrzymają należności od kupujących.

Wszystkie te zadania mogą się jednak okazać spóźnione. Zgodnie z hiszpańskim prawem nowy parlament zbierze się dopiero 13 grudnia, więc dopiero po tej dacie nowy rząd może zacząć działać. Tak długi okres przejściowy będzie trudny do zniesienia dla rynków finansowych – już w zeszłym tygodniu rentowność 10-letnich obligacji zbliżała się do krytycznego poziomu 7 proc.