Kryzys zadłużeniowy w strefie euro ma swoją pierwszą wielką ofiarę. Jest nią amerykański fundusz inwestycyjny MF Global, który w poniedziałek złożył wniosek o ochronę przed wierzycielami. To, licząc na postawie posiadanych aktywów, siódme największe bankructwo w historii Stanów Zjednoczonych. I prawdopodobnie pierwsze z całej fali, która wkrótce nastąpi. W ostatnich latach każda fala kryzysu miała swój motyw przewodni.

Teraz będą nią obligacje państw strefy euro. MF Global, kierowany przez Jona Corzine’a, byłego szefa Goldman Sachs, w ostatnich miesiącach skupował w dużych ilościach te emitowane przez najbardziej zadłużone kraje – Grecję, Portugalię, Hiszpanię, Włochy. Corzine był przekonany, że przywódcy Unii Europejskiej nie pozwolą na bankructwo żadnego z państw, więc kupowanie ich po niskiej cenie jest świetną inwestycją, bo za jakiś czas cena wzrośnie. Stało się jednak inaczej – Grecja nie jest w stanie spłacić zobowiązań, unijni przywódcy starają się, by kryzys nie rozlał się na następne państwa, zaś MF Global został z długami, które wynoszą 40 mld dol., czyli niemal tyle, ile jego aktywa.

Poprzednim takim motywem były niespłacalne kredyty hipoteczne. To od nich zaczął się kryzys w 2008 r. i zebrały wyjątkowo obfite żniwo. Masowe udzielanie pożyczek hipotecznych osobom, które nie miały zdolności kredytowej, było w USA powszechną praktyką w latach 2004 – 2005. Narastający problem z ich spłacalnością eksplodował jesienią 2008 r. Straty na takich kredytach – i w konsekwencji spadek wartości akcji – były główną przyczyną upadku banku inwestycyjnego Lehman Brothers. To do dziś największe bankructwo w historii USA – wartość aktywów firmy wynosiła wówczas 691 mld dol. Z tego samego powodu upadły też – i trafiły do pierwszej dziesiątki – Washington Mutual (328 mld dol. aktywów), CIT Group (71 mld) i Thornburg Mortgage (36,5 mld).

Na początku XXI wieku powszechną praktyką – i główną przyczyną spektakularnych bankructw – była kreatywna księgowość, czyli fałszowanie wyników finansowych firm, tak by wykazać zysk. Pierwszym, który przez to upadła był w 2001 r. koncern energetyczny Enron (aktywa w wysokości 65 mld dol.). Było to wówczas największe bankructwo w historii (Enron pociągnął za sobą też wielką firmę audytorską Arthur Andersen, która pomagała poprawiać bilanse), lecz kilka miesięcy później przebił je koncern telekomunikacyjny WorldCom (104 mld dol.).

Jeszcze wcześniejsza fala upadków – choć dziś już wyparta z czołówki największych – zaczęła się w marcu 2000 r. Wtedy pękła spekulacyjna bańka internetowa. Upowszechnianie się internetu spowodowało, że akcje spółek informatycznych i z pokrewnych branż (tzw. dotcomów) od 1995 r. praktycznie nieustannie rosły. Przyczyniły się do tego fundusze inwestycyjne i prywatni inwestorzy, którzy inwestowali w spółki, nawet jeśli te nie przynosiły zysku ani nawet nie miały sensowego biznesplanu. Szacuje się, że po pęknięciu bańki internetowej wartość giełdowa firm spadła do 2002 r. o 5 bln dol., a do 2004 r. upadł co drugi z istniejących dotcomów.