Mocno napięte stosunki między Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem a rosyjskim Gazpromem jeszcze bardziej się zaogniły. Moskwa odrzuciła propozycję współpracy i wspólnych inwestycji z PGNiG w energetyce i sektorze wydobywczym.

Jeszcze w lutym polska spółka informowała, że powstaną specjalne zespoły robocze ds. wspólnych projektów. Zespół ds. elektroenergetyki miał się skupić na projekcie budowy elektrowni lub elektrociepłowni gazowej w Polsce północno-wschodniej. To region, który jest białą plamą na gazociągowej mapie kraju. PGNiG chciało tam razem z Rosjanami postawić blok gazowy o mocy co najmniej 400 MW. Jeszcze w czerwcu Aleksiej Miller, prezes Gazpromu, wspominał o budowie elektrowni jako szansie na zwiększenie bezpośrednich dostaw gazu do Polski. Tłumaczył, że koncern jest zainteresowany inwestowaniem w produkcję energii w Europie, gdyż tu są największe perspektywy zysków.

Z planów nic jednak nie wyszło. – Gazprom nie jest zainteresowany projektem – zdradza nam osoba związana z PGNiG.

Zespoły robocze miały pracować też nad projektami związanymi z poszukiwaniem i wydobyciem ropy i gazu ziemnego. Jak tłumaczył nam kilka miesięcy temu Radosław Dudziński, wiceprezes PGNiG, celem współpracy miało być przede wszystkim dopuszczenie na rosyjski rynek polskich spółek świadczących usługi wiertnicze czy geologiczne. Takie firmy jak PNiG Jasło czy PNiG Kraków liczyły, że będą pracować dla rosyjskiego koncernu. Przeliczyły się.

Propozycje współpracy i inwestycji w polską energetykę miały być dla Gazpromu zachętą do zgody na obniżkę cen w kontrakcie jamalskim. PGNiG walczy o nią od marca. Rosjanie jednak stanowczo sprzeciwiają się upustom. W poniedziałek minął termin ultimatum danego Gazpromowi przez Warszawę. Jak się dowiedzieliśmy, Rosjanie nie zmienili zdania, a to oznacza, że PGNiG zostało już tylko odwołanie się do sądu arbitrażowego. W przyszłym tygodniu polska spółka złoży do sztokholmskiego trybunału pozew przeciw Gazpromowi.

Analitycy są jednak sceptyczni co do szans na wywalczenie przed sądem obniżek. Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku gazu, uważa, że nie ma podstaw. – W umowie zapisano, że negocjacje mogłyby się rozpocząć w warunkach gwałtownych zmian na rynku. Tymczasem spotowe ceny gazu są dużo wyższe niż w ubiegłym roku – przekonuje.