Sprzedaż Polskich Kolei Linowych, operujących m.in. na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego, postawiła Podhale na równe nogi. Na razie w roli fawortytów widzą się Słowacy z Tatra Mountains Resort. Reszta potencjalnych inwestorów działa w zaciszu gabinetów. Kiedy jednak prywatyzacja nabierze tempa, kolejka chętnych może się wydłużyć. W branży mówi się, że zainteresowany przewoźnikiem jest KGHM TFI, inwestycyjne ramię Polskiej Miedzi. Na razie spółka zaprzecza, ale bardzo ostrożnie.

– Nie analizowaliśmy tego projektu, ale może się on wydać interesujący w przyszłości – powiedział „DGP” Arkadiusz Gierałt, wiceprezes KGHM TFI.

Strategia towarzystwa, które zaczęło działać w 2009 r., zakłada inwestowanie w sektorze okołozdrowotnym, ale coraz częściej mówi się o poszerzeniu zakresu działalności. Fundusz miałby inwestować w bardzo zróżnicowane sektory gospodarki, m.in. w energetykę.

Maria Wasiak, prezes PKP SA, czyli spółki wystawiającej Polskie Koleje Linowe na sprzedaż, nie chciała wczoraj komentować nazw potencjalnych inwestorów. Przyznała jednak, że o przewoźnika wypytują firmy zagraniczne, ale i polskie, w tym te największe.

Analitycy ewentualne zainteresowanie funduszu należącego do KGHM spółką ze stajni PKP przyjmują bez emocji. – Jeśli stopa zwrotu z inwestycji jest wysoka, to taki projekt powinien zostać rozważony – mówi Paweł Puchalski, szef biura analiz Domu Maklerskiego BZ WBK.

Jak twierdzi prezes PKL Andrzej Laszczyk, firma przynosi rocznie ok. 10 mln zł zysku.

W ubiegłym roku zysk stopniał niemal o połowę, z 9,6 do 5,1 mln zł. Powód? Niesprzyjające warunki atmosferyczne – tłumaczą w PKL. Nieznacznie podskoczyły koszty, a to pokazuje, że kolejkowy interes może być opłacalny nawet przy niesprzyjającej pogodzie.

Przewoźnik trafi w ręce tego, kto da więcej. Cena będzie stanowiła 100 proc. kryterium przetargu. Ile trzeba będzie wyłożyć na stół? Wartość Polskich Kolei Linowych szacuje się na co najmniej 350 mln zł. KGHM TFI stać byłoby na taki wydatek. Spółka matka na inwestycje w najbliższym czasie chce przeznaczyć ok. 10 mld zł.

Jeśli Polska Miedź faktycznie zdecyduje się wkroczyć do gry, konkurencja nie będzie miała żadnych szans. Tym bardziej że KGHM oprócz zapełnienia kasy zadłużonego po uszy PKP może uspokoić nastroje na Podhalu. Góralami targają skrajne emocje. Z jednej strony obawiają się, że zagraniczny inwestor w przewoźniku będzie widział jedynie maszynkę do zarabiania pieniędzy, a z drugiej, że zamknie interes, przekreślając 75 lat historii spółki.

PKP planują podpisać umowę sprzedaży w pierwszej połowie 2012 r.