Nadchodzą cięższe czasy zarówno dla konsumentów, jak i handlowców. Złoty jest słaby, drożeją surowce, paliwa i energia. Jednak wytwórcy tylko częściowo przerzucają koszty na kupujących. Częściej obniżają marże. A to przekłada się na wyniki firm.

Przedsiębiorcy, z którymi rozmawiał „DGP”, twierdzą, że wyższe koszty produkcji widać w cenach wyrobów, gdy na półki sklepowe trafiają nowe modele i kolekcje. To oznacza, że jesienne i zimowe ubrania, nowe modele sprzętu elektronicznego i gospodarstwa domowego czy samochodów będą droższe.

Popyt spadnie

Jak mówi Katarzyna Harz, ekonomistka PKO BP, inflacja we wrześniu wyniosła, licząc rok do roku, 3,9 proc. Ale w tym czasie ceny paliwa do środków transportu wzrosły aż o 12,9 proc., koszty użytkowania mieszkań, w tym głównie nośniki energii (elektryczność, gaz, olej opałowy) o 7,9 proc. Wciąż drożeje też żywność – o 3,3 proc. A dla rodzin wyżej wymienione pozycje to koszty stałe. Jeśli one rosną, ludzie szukają oszczędności. Zmniejszają wydatki na dobra trwałego użytku i kupują tańsze produkty.

Negatywny wpływ na decyzje o zakupach będzie miała sytuacja na rynku pracy. Bezrobocie od lipca utrzymuje się na poziomie 11,8 proc. Dynamika zatrudnienia maleje. – W kolejnych miesiącach możemy się spodziewać wzrostu bezrobocia, które będzie efektem wolniejszego wzrostu produkcji w przedsiębiorstwach. To przełoży się na wynagrodzenia. O podwyżki raczej będzie trudno – mówi Wojciech Matysiak, ekonomista Pekao SA. Dodaje, że z powodu słabego złotego gospodarstwom domowym rosną koszty obsługi zadłużenia kredytów w walutach, a wysokie stopy procentowe powodują, że także raty kredytów złotowych są wysokie.

Wszystko to razem wzięte wpłynie na spadek skłonności do konsumpcji. Matysiak twierdzi, że sprzedaż detaliczna, która jeszcze we wrześniu trzymała się bardzo dobrze, bo wzrosła rok do roku o 11,4 proc., do końca roku wyhamuje do 6 – 6,5 proc. Ernest Pytlarczyk, ekonomista BRE, wróży jeszcze większe spowolnienie sprzedaży – do 5 proc. na koniec roku.

Droższe meble, telewizory, auta

Problemy odczuli producenci i importerzy samochodów. Chociaż sprzedaż detaliczna ogółem rośnie, to sprzedaż aut we wrześniu w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku nie drgnęła. W dodatku to właśnie w tej branży, po producentach koksu i produktów z ropy naftowej, najbardziej rosły koszty wytwórstwa – o 2,6 proc. w porównaniu z sierpniem. To efekt słabego złotego, który wpływa na wzrost cen części i komponentów z importu.

Niebawem branża stanie więc przed dylematem – jak podnieść ceny samochodów przy słabnącym popycie. O inne rozwiązanie – obniżenie marży – trudno. – Marża dilera czy importera to ok. 10 proc. wartości auta, a więc niedużo – mówi Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. Przyznaje, że nowe modele, które wejdą na rynek, mogą być droższe o 4 – 5 proc.

Na ceny w branży mają też wpływ katastrofy. Tsunami i trzęsienie ziemi w Japonii spowodowały zniszczenia i przestoje w tamtejszych fabrykach. Spadek podaży spowodował wzrost cen. Później wsparł go jeszcze jen, który umacniał się do euro, gdy do europejskiej waluty słabł złoty. A ponieważ transakcje w sektorze motoryzacyjnym rozliczane są w euro, to dodatkowo wpłynęło na ceny aut w Polsce.

Przed takim samym dylematem – podnieść ceny czy obniżyć marże – stoi branża RTV/AGD, która po sierpniowym zastoju we wrześniu nieoczekiwanie miała 5,8 proc. wzrost sprzedaży. Tymczasem do produkcji np. telewizorów aż 95 proc. części sprowadzanych jest z zagranicy.

– Dlatego słaby złoty to dla nas szczególny problem – przyznaje Cezary Murynowicz, menedżer z Sharp Electronics. – Jak na razie wyższe ceny zakupu części nie mają wpływu na ostateczną cenę gotowego produktu, bo mogłyby zablokować popyt. Obawiamy się, że klient nie zaakceptowałby podwyżki. Nie jest jednak wykluczone, że nowe modele telewizorów, które wejdą na rynek na przełomie roku, będą droższe, ale najwyżej do 10 proc. – dodaje.

Z wyższymi cenami muszą się także liczyć klienci planujący zakup mebli. – Już w tym miesiącu zdecydowaliśmy się na podniesienie cen wyrobów gotowych. Podwyżki były różne w zależności od asortymentu. Najwyższa wyniosła 5 proc. – mówi Andrzej Marek, prezes Klera. Podniósł ceny, bo więcej go kosztuje eksportowana skóra. Wzrosły też koszty wytworzenia pianki czy waty, do których produkcji używa się ropy.

Droższe wakacje za granicą

Branża turystyczna niechętnie mówi o podwyżkach. – Ceny sprzedawanych obecnie ofert turystycznych, zarówno tych zimowych, jak i słonecznych w Egipcie czy na Wyspach Kanaryjskich pozostają na poziomie zbliżonym do ubiegłego roku, bo wyjazdy były kontraktowane przy niższych kursach – mówi Iwona Sokołowska, dyrektor pionu sprzedaży w portalach Wakacje.pl i EasyGo.pl. – Różnice są raczej kosmetyczne i sięgają najwyżej kilku procent – dodaje.