Unijna polityka dotycząca ochrony klimatu i ograniczania do zera w 2050 r. emisji dwutlenku węgla w branży energetycznej zostanie utrzymana – zapowiada Jerzy Buzek, przewodniczący Parlamentu Europejskiego. Były premier uczestniczył w obradach okrągłego stołu pt. „Polski pejzaż energetyczny 2020 – 2050”, które odbyły się w ramach sopockiego Europejskiego Forum Nowych Idei. Dyskusja współorganizowana przez PKPP Lewiatan i redakcję „DGP” ściągnęła śmietankę polskiego sektora energetycznego. Wnioski nie były jednak optymistyczne.

Niestabilność unijnych i krajowych przepisów oraz duża nieprzewidywalność cen i popytu na energię to największe przeszkody w zmianie polskiego miksu energetycznego. Temat jest palący, bo polskie elektrownie się sypią. Aby w naszych domach nie zgasły żarówki, w ciągu 10 lat firmy energetyczne muszą zainwestować w budowę nowych źródeł wytwarzania prądu ponad 100 mld zł. To nie jest proste, bo unijna polityka klimatyczna dążąca do ograniczania emisji dwutlenku węgla zmusza nas do zmarginalizowania udziału taniego węgla, obłożonego najwyższymi kosztami emisji CO2. To dla nas problem, bo dziś ok. 90 proc. prądu wytwarzamy właśnie z węgla. Sytuację pogarszają kryzys i takie wydarzenia jak awaria elektrowni jądrowej w Fukushimie. – Otoczenie jest nieprzewidywalne i funkcjonuje według zasady: wszystkie prognozy są złe – uważa Paweł Smoleń, dyrektor strategii i rozwoju Vattenfall Europe AG.

Zdaniem części ekspertów problemem w modernizacji energetyki może okazać się duże zaangażowanie sektora bankowego w finansowanie długów państwowych, np. Grecji. Jeżeli globalne banki stracą dużo pieniędzy na wykup obligacji, będą musiały w pierwszej kolejności same siebie ratować. Jednak Joseph Wencer, doradca zarządu Deloitte, uważa, że bez względu na stopień kryzysu banki znajdą środki na coś, co broni się finansowo.

Szefowie polskich firm energetycznych przyznawali w kuluarach, że nie mają problemów ze znalezieniem finansowania. Większym problemem jest dla nich niestabilność prawa, która może sprawić, że to, co jest dziś opłacalne, przestanie takie być za kilka lat. Komisja Europejska wciąż nie wycofała się z pomysłu podniesienia progu ograniczenia emisji CO2 do 2020 r. z 20 do 30 proc.

Zdaniem Jerzego Buzka receptą na energetyczną przyszłość Polski w Europie jest popieranie budowy unijnego rynku energii opartego na gęstej sieci połączeń energetycznych i gazowych, wspólne zakupu paliw i energii dla UE z zewnątrz oraz wart kilkadziesiąt miliardów euro pakiet badań nad nowymi technologiami. Czy taki scenariusz jest w ogóle możliwy? Zdaniem Marka Serafina, wiceprezesa Orlenu, takiej solidarności w Europie dziś jeszcze nie widać. – Z naszej perspektywy wydaje się, że interes poszczególnych krajów jest przedkładany nad interes UE. Koncernom operującym na terenie poszczególnych krajów odbiera się prawo do eksploatacji złóż energetycznych – tłumaczy Serafin.

Faktycznie, swobodna eksploatacja złóż gazu z łupków wzbudza ostatnio m.in. we Francji wielkie emocje. Tymczasem gaz łupkowy może oznaczać tańszą energię i gaz.

– Dzisiaj Europa nie ma gazu i jest w pełni zależna od dostaw z zewnątrz. Pójście w kierunku wspierania łupków jest w interesie nie tylko Orlenu, lecz także Unii – mówi Marek Serafin.