– Nie zakładamy na przyszły rok agresywnych wzrostów sprzedaży, szczególnie na rynkach wysoko rozwiniętych – mówi Wiktoria Brzozowska, dyr. eksportu w Laboratorium Kosmetycznym Dr Irena Eris. I dodaje, że stawiają na rynki nowej Unii, jak Rumunia, kraje bałtyckie oraz pozaeuropejskie, np. z regionu Azji Południowo-Wschodniej.

We wrześniu indeks PMI, mierzący koniunkturę przemysłową, spadł w Niemczech do 50 pkt z 50,9 pkt miesiąc wcześniej. We Francji zjazd był większy – o 1,8 pkt do 47,3 pkt. Wskaźniki wyprzedzające dla tych dwóch państw też nie są dobre, a to główni, obok Wielkiej Brytanii, partnerzy eksportowi Polski.

– Eksporterzy będący częścią globalnego łańcucha dostaw stracą część obrotu. Jednak sobie poradzą, bo mają zapewnione finansowanie. Spowolnienie w dużo większym stopniu mogą odczuć dostawcy – mówi Tomasz Starus, dyr. biura Oceny Ryzyka Euler Hermes.

Spadek popytu mogą odczuć polskie przedsiębiorstwa, które do tej pory dynamicznie rozwijały produkcję eksportową. W przypadku Niemiec firmy budowlane, producenci mebli, elektroniki. We Francji – oprócz mebli, również RTV/AGD, urządzeń mechaniki precyzyjnej, ekologicznych produktów spożywczych. – Zdarza się, że firmy francuskie odwlekają zawarcie kontraktu, tłumacząc to niestabilną sytuacją – przyznaje Nadia Bouacid, kierownik centrum rozwoju biznesu we Francuskiej Izbie Przemysłowo-Handlowej.

Nie zmienia to faktu, że zainteresowanie polskich firm rynkiem francuskim czy niemieckim nie słabnie. Przeciwnie. – Ostatnio otrzymujemy dużo pytań na temat możliwości z sektora MSP z branży IT, biur inżynieryjnych, producentów napojów energetycznych, zainteresowanych rynkiem niemieckim – mówi Paweł Kwiatkowski, dyr. doradztwa rynkowego AHK Polska.

Sami producenci o problemach z eksportem mówią niechętnie. – Popyt słabnie nie tylko w Starej Unii, ale i w Polsce, i w Europie Środkowo-Wschodniej, choć są rynki, na których meble wciąż sprzedają się nie najgorzej. Obawiamy się przyszłego roku. Stawiamy na przeczekanie, ale kolędujemy od izby do izby, by zbadać nowe możliwości rozwoju – mówi odpowiedzialny za eksport menedżer jednej z większych firm meblarskich.

Na razie nie narzekają firmy wysyłające towary do Wielkiej Brytanii. I to zarówno polscy producenci – głównie żywności i napojów, części do maszyn i urządzeń, jak i koncerny produkujące w Polsce na międzynarodowe rynki samochody i pojazdy, meble czy telewizory. Wielka Brytania w tym roku awansowała z czwartego na drugie miejsce jako odbiorca polskiego eksportu. – Należy obalić mit, że Polacy na Wyspach generują popyt na polskie wyroby spożywcze. Tę żywność jedzą Brytyjczycy. Polską Nokią jest tu Kubuś, Tymbark czy Hortex – mówi Michael Dembinski z Polsko-Brytyjskiej Izby Handlowej. – Jednak najwięcej z Polski przywozi się samochodów, które na Wyspach cenione są za wysoką jakość i oszczędne zużycie paliwa – dodaje. I jest przekonany, że spowolnienie gospodarcze nad Tamizą nie wpłynie na popyt na polskie wyroby. Co zresztą potwierdzają producenci.

– Uważam, że branża mięsna spowolnienie odczuje w mniejszym stopniu niż wszystkie pozostałe. Podobnie zresztą jak cały sektor spożywczy. Nawet w okresie spowolnienia gospodarczego wydatki na żywność pozostają na niezmienionym poziomie – uważa Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso.

Jak dodaje, zaletą polskiej wołowiny i drobiu jest niska cena. To zagwarantuje im zbyt. Uważa, że największy problem czeka producentów dóbr niebędących towarami pierwszej potrzeby.