Na trwających targach motoryzacyjnych we Frankfurcie – jednej z największych tego typu imprez na świecie – nie ma nawet śladu po panice i obawach, jakie towarzyszą w ostatnich tygodniach rynkom finansowym. Nikt tu nie robi dobrej miny do złej gry – Mercedes, Audi czy Volkswagen jeszcze nigdy nie zorganizowały prezentacji nowych modeli z takim przepychem, jak w tym roku. Jako jedna z nielicznych bowiem branża samochodowa nie odczuwa skutków gospodarczego spowolnienia.

Główne niemieckie marki są największymi wygranymi kryzysu i zarazem są najlepiej przygotowane na ewentualne nadejście kolejnego. Ostatnie trzy lata poświęciły na głęboką restrukturyzację. Nie polegała ona na panicznym cięciu kosztów czy zmniejszaniu produkcji. Dokładnie przemyślane działania objęły redukcję zatrudnienia oraz poprawę wydajności fabryk, przy jednoczesnym zwiększeniu nakładów na inwestycje – głównie w stworzenie nowych modeli i technologii.

Efekt tych działań jest zaskakujący. Od 2007 roku – a więc w czasie największego gospodarczego załamania, które powinno nieść ze sobą zaciśnięcie pasa – oferta VW powiększyła się o pięć zupełnie nowych modeli (m.in. pick-up amarok i sportowe scirocco), a w należącym do niego Audi – aż o siedem (m.in. A7, A5 sportback i Q3). Dzięki temu w 2010 roku koncern z Wolfsburga sprzedał na całym świecie 7,2 mln aut – o niemal 800 tys. więcej niż w roku 2009, a w tym roku przygotowuje się do pobicia kolejnego rekordu. W zasięgu VW jest 8 mln pojazdów. I to przy zatrudnieniu ograniczonym w stosunku do 2007 roku o blisko 20 tys. osób. Coraz więcej aut kupuje nie tylko błyskawicznie bogacąca się Azja, lecz także drepcząca w kryzysie Europa.