Największe polskie zakłady chemiczne – ZA Puławy oraz ZCh Police i kędzierzyński ZAK z grupy Azoty Tarnów – negocjują z Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem kontrakty na dostawy surowca. Spółki, które są największymi klientami PGNiG, odbierają niemal 2 mld m sześc. gazu rocznie. To ponad 12 proc. krajowego zużycia.

PGNiG stanął pod ścianą, bo rynek czeka rewolucja. Wraz z rozbudową transgranicznych rurociągów gazowych i otwarciem terminalu LNG wzrośnie możliwość importu paliwa od zagranicznych dostawców. Puławy, Police i ZAK zarezerwowały już część mocy przesyłowych w interkonektorze w Lasowie, na granicy zachodniej (łącznie 160 mln m sześc.).

Jak się dowiedzieliśmy, firmy chemiczne dość sceptycznie podchodzą jednak do możliwości samodzielnego importu gazu z zagranicy. Wolałyby nadal kupować go od PGNiG, choć na bardziej korzystnych warunkach. Jerzy Majchrzak, dyrektor Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego, tłumaczy, że cena gazu dla firm azotowych nie musi wcale być najniższa na rynku. – Zależy nam tylko na tym, by była ona konkurencyjna wobec cen, po jakich surowiec kupują nasi konkurenci np. z Niemiec – mówi.

Zarezerwowane przez trzy zakłady moce w Lasowie wykorzystane zostaną tylko do testów. Nieoficjalnie mówi się, że chcą one w ten sposób wywrzeć presję na PGNiG. To właśnie na współpracę z krajowym monopolistą chemia liczy najbardziej. – Zależy nam na stabilnym dostawcy – podkreśla Jerzy Majchrzak. Według niego chemia wciąż będzie dla PGNiG atrakcyjnym klientem. Wbrew temu, co twierdzi wielu ekspertów, w przyszłości to nie koncerny energetyczne, lecz firmy azotowe będą głównym odbiorcą surowca w Polsce. Będą potrzebowały go m.in. do nowej wytwórni wodoru planowanej przez Azoty czy elektrociepłowni ZAK.