Nawet 35-letni kontrakt może dostać firma, która zaoferuje najniższe koszty budowy instalacji i najlepszą cenę za utylizację 1 tony odpadów w Poznaniu. Zanosi się na ostrą grę, bo z ostrożnych szacunków wynika, że roczne wpływy z przetwarzania 240 tys. ton poznańskich śmieci, które trafią do kieszeni inwestora, mogą wynieść od 24 do 60 mln zł. Operator spalarni będzie mógł też uczestniczyć w podziale zysków ze sprzedaży wyprodukowanego w niej ciepła i energii. Przychody z tego tytułu mogą być wielokrotnie wyższe.

Trudno się dziwić, że oferty złożyło 11 firm. Do finałowej rozgrywki weszły niemieckie E.ON oraz Remondis, Dalkia i Suez z Francji oraz brytyjski Wheelabrator. Poza finałową piątką zalazł się fiński Fortum, który w Polsce działa na rynku ciepłowniczym i ma spore ambicje związane z rynkiem spalarni.

Koszt inwestycji w Poznaniu szacowany jest na 1 mld 41 mln zł, z czego 352 mln zł dołoży Unia. Resztę będzie musiał wyłożyć prywatny inwestor. To pierwszy tego typu projekt łączący partnerstwo publiczno-prywatne z unijnymi środkami.

– To ma dobre strony, bo wszystkim zależy na doprowadzeniu go do końca, ale ma też złe, gdyż nie mamy żadnych wzorców – przyznaje Ryszard Grobelny, prezydent Poznania.

Rynek spalarni w Polsce dopiero się rozwija. Branża szacuje, że w ciągu 5 – 6 lat wszystkie planowane w Polsce instalacje będą przetwarzać 2,2 mln ton odpadów rocznie, co oznacza od 220 do nawet 550 mln zł przychodów dla operatorów zakładów.

E.ON, który w Europie ma 20 takich zakładów, chce zdobyć połowę udziałów w tym torcie, gdyż niemiecki rynek – główny obszar działalności koncernu – jest już nasycony. Jörg Zunft, wiceprezes spółki, w rozmowie z „DGP” zapowiada, że w ciągu pięciu lat E.ON Energy from Waste zamierza wygrać pięć przetargów na budowę spalarni i zarządzanie nimi. Miasta planują budowę 11 takich obiektów, ale spośród nich jeszcze tylko trzy planują oddać obiekt prywatnemu inwestorowi w zarządzanie: Koszalin, Łódź i Górnośląski Związek Metropolitalny. Łączny koszt tych inwestycji wynosi ok. 4,4 mld zł, a dotacja unijna może sięgnąć ponad 1,5 mld zł.

W 2012 r. budowy mają szansę ruszyć w Krakowie, Bydgoszczy, Szczecinie i Koninie. Ich łączny koszt to ok. 1,7 mld zł, z czego unijne dofinansowanie to ok. 800 mln zł.

Budowa spalarni współfinansowanych przez UE musi zostać rozliczona do 2015 r. Inaczej dotacje przepadną.

Bez unijnego wsparcia budowę spalarni planuje Warszawa. Miasto wciąż nie ogłosiło przetargu. Nie podjęto nawet decyzji, czy ratusz samodzielnie będzie pełnił funkcję operatora instalacji, czy odda ją inwestorowi w zamian za współfinansowanie budowy.

Jörg Zunft, wiceprezes E.ON Energy from Waste (EEW): Nasz cel to pięć kontraktów

Z jakich powodów E.ON chce inwestować w Polsce?

Polska jest jedną z najsilniejszych gospodarek w tzw. nowej Unii Europejskiej. Cały czas się rozwija. Potężny wzrost czeka was zwłaszcza w sektorze spalania śmieci. Dziś taki zakład działa tylko w Warszawie i nie jest duży. EEW jest liderem rynku spalania śmieci w Niemczech, gdzie zarządza szesnastoma instalacjami, ale tam nie mamy już szans na dalszy wzrost. Dlatego wychodzimy na zewnątrz. Chcemy liderować branży w Polsce.

Większość miast planujących spalarnie chce nimi zarządzać samodzielnie, bo widzi w tym dobry interes. Czy to was nie odstrasza?

Jednym z najważniejszych atutów systemu partnerstwa publiczno-prywatnego jest to, że każda ze stron wnosi do projektu najmocniejsze atuty. Miasto zabezpiecza strumień odpadów na 25 lat, a także odpowiednie otoczenie prawne dla działania spalarni. Samorządy nie mają jednak odpowiedniego doświadczenia w zarządzaniu takimi obiektami. My wiemy, jak sprawić, że były one opłacalne i nie były kosztowne. Tylko w tych warunkach opłaty za odbiór odpadów, które ponoszą mieszkańcy, mogą być utrzymane na niskim poziomie. Jeśli będą miasta, które chcą samodzielnie zarządzać spalarniami, nie będziemy takimi projektami zainteresowani.

Jaki poziom współfinansowania oferuje EEW?

Średni koszt budowy instalacji utylizacji odpadów to 150 – 200 mln euro. Niezależnie od tego, czy dane miasto pozyska fundusze z Unii Europejskiej, czy też nie, o środki finansowe troszczy się EEW, ale część z nich może pochodzić z banków.