– Mieszkania czekają na klientów, a klienci na niższe ceny – ocenia sytuację Marcin Drogomirecki, analityk serwisu Oferty.net. I ta strategia zaczyna działać. W lipcu, w porównaniu do czerwca o 1,3 proc. spadły ceny mieszkań w Łodzi, w Sopocie – o 1,2 proc. Jednak w Sopocie mieszkania nadal są najdroższe w kraju. Średnia cena metra kwadratowego wynosi tu niemal 9,7 tys. zł.

Jedynym miastem, w którym w lipcu ceny rosły, był Lublin, gdzie metr kwadratowy podrożał przeciętnie o 1,8 proc. Jednak może być to efekt jednorazowy. Na lubelskim rynku nieruchomości pojawiła się po prostu znacznie większa niż w poprzednich miesiącach podaż mieszkań w nowych budynkach zlokalizowanych w centrum miasta.

Zdaniem analityków spadki cen na rynku nieruchomości spowodowane są m.in. sytuacją na rynku kredytowym. Z powodu kolejnych podwyżek stóp procentowych koszty kredytu w złotych znacznie podrożały. Ponadto Polbank, Alior, mBank i MultiBank wycofały się z udzielania finansowania we frankach szwajcarskich.

– Frank pozostał w ofercie BPH, Nordei, PKO BP i Deutsche Banku PBC. Ale PKO BP ma zaporowe marże, a DB oczekuje od klienta dochodów na poziomie 16 tys. zł miesięcznie – mówi Marcin Krasoń, analityk Open Finance. Dodaje, że pewne ożywienie na rynku nieruchomości może nastąpić we wrześniu.

Pod koniec sierpnia wchodzą zmiany w programie „Rodzina na swoim”. Zgodnie z nimi o dopłaty do rat kredytu będą mogli się ubiegać także single oraz osoby pozostające w związkach partnerskich. Jednak na razie podaż mieszkań we wszystkich największych miastach Polski jest tak duża, że wzrost cen jest mało prawdopodobny.