Grunty przy obiektach sportowych drożeją, bo interesuje się nimi coraz więcej firm. Twierdzą, że siedziba lub oddział przy głównej arterii prowadzącej bezpośrednio na stadion to dobry sposób na zwrócenie uwagi klienta i podniesienie prestiżu. Z tego powodu są gotowe zapłacić więcej niż za normalną ziemię w okolicy. – Po pojawieniu się stadionu ceny wzrosły co najmniej o kilkanaście procent. Mimo to obserwujemy duży ruch na rynku powierzchni biurowych, np. dużym wzięciem cieszą się lokale przy ul. Marynarki Wojennej, którą dojedziemy na stadion – mówi „DGP” Wadim Jermakow z gdańskiego oddziału Wrocławskiej Giełdy Nieruchomości. Dodaje, że popyt na biura pod wynajem lub na sprzedaż jest znacznie bardziej zauważalny niż w przypadku rynku mieszkaniowego.

Firmy, które mają tereny w okolicach stadionów, już postanowiły na nich zarobić. Poznański Aztek International w odległości zaledwie 600 metrów od stadionu Lecha ma 4 tys. mkw. gruntu, a na nim zakład produkcyjny i główną siedzibę. – Zainteresowanie działką jest duże. Prowadzimy negocjacje z kilkoma inwestorami – tłumaczy Rafał Cędrowski z firmy. Nie chce zdradzać, jaką obecnie wartość ma działka. – Mogę jedynie powiedzieć, że zostanie przeznaczona pod budowę zespołu budynków mieszkalno-usługowych z parkingiem podziemnym oraz drogami wewnętrznymi – mówi. Środki uzyskane ze sprzedaży działki wystarczą spółce na wybudowanie pod Poznaniem nowego zakładu, którego wydajność będzie większa o 30 – 50 proc. od dotychczasowego.

Plany sprzedaży gruntów mają też władze drużyny piłkarskiej Śląska Wrocław, do której należy niemal siedmiohektarowa działka tuż obok nowego stadionu. Miałaby tam powstać galeria handlowa o powierzchni 60 tys. mkw., na której znalazłoby się ok. 150 sklepów, restauracje i multipleksy. Początkowo zakładano, że drużyna będzie czerpać zyski z wynajmu powierzchni handlowej, jednak ostatecznie obiekt zostanie sprzedany. Inwestycja wyceniana jest na 150 mln euro.

Zdaniem Jeremiego Mordasewicza z PKPP Lewiatan zainteresowanie firm gruntami i nieruchomościami w okolicach stadionów mogłoby być jeszcze większe, ale w miastach nie ma kompleksowych planów zagospodarowania przestrzennego przy okazji tak dużych inwestycji. – W polskich miastach wciąż mamy problem planowania o charakterze wyspowym, ograniczonym do pojedynczych ulic. A dla wielu firm ważne jest to, z kim będą sąsiadować – mówi ekspert.