Na koniec II kwartału wartość indeksu obciążenia hipotecznego, który pokazuje, jaką część swoich zarobków musi wydać dwuosobowa rodzina o przeciętnych dochodach na obsługę nowo udzielonego kredytu mieszkaniowego, wyniósł 38,34 proc. – W porównaniu z I kw. to wyraźny wzrost. Przeciętna rodzina musiała pod koniec czerwca przeznaczyć o 1,77 proc. więcej swoich dochodów na spłatę nowo zaciąganego kredytu hipotecznego na zakup mieszkania niż na koniec marca – mówi Michał Krajkowski z Domu Kredytowego Notus.

Indeks obliczany jest przy założeniu, że kredyt przeznaczany jest na kupno mieszkania o powierzchni 55 mkw. i spłacany będzie przez 30 lat. Bank pobiera przy tym średnią marżę, jaka obowiązuje na rynku. Według danych DK Notus w ciągu kwartału ten średni poziom marż w bankach spadł z 1,65 proc do 1,56 proc. na koniec czerwca.

Indeks obciążenia hipotecznego obliczany jest dla całego kraju, jednak w poszczególnych aglomeracjach sytuacja bywa różna, choć trend jest jednoznaczny – w siedmiu na osiem badanych miast wskaźnik z kwartału na kwartał poszedł w górę. Nieznacznie spadł tylko we Wrocławiu.

Biorąc pod uwagę ceny nieruchomości w mieście i średnie dochody, jakie uzyskują mieszkańcy w poszczególnych województwach, najłatwiej kupić mieszkanie w Katowicach. Tam też dostęp do kredytu hipotecznego jest teraz trudniejszy niż kwartał wcześniej, ale dwuosobowa rodzina o średnich w regionie zarobkach będzie wydawać co miesiąc na kupno 55-metrowego mieszkania mniej niż 30 proc. swoich dochodów. Zarobki na Śląsku należą do najwyższych w Polsce, a ceny nieruchomości są tam niskie. W Szczecinie i Łodzi relacje nie są już tak korzystne i kredyt na mieszkanie o takiej samej powierzchni kosztuje rodzinę już 35 proc. średnich zarobków, a we Wrocławiu 38 proc.

– Na największe wyrzeczenia muszą się zdobyć mieszkańcy Krakowa, bo na obsługę kredytu muszą wydać prawie 45 proc. swoich dochodów – mówi Michał Krajkowski. Aby kupić 1 mkw. mieszkania, trzeba w stolicy Małopolski wydać ponad dwie średnie miesięczne płace w regionie. Tylko nieco lepiej jest w Poznaniu, Trójmieście i Warszawie, gdzie ceny nieruchomości są najwyższe, ale też zarabia się najwięcej w kraju.

Jak jednak widać, rekomendacja T nie spowodowała radykalnego ograniczenia dostępu do kredytów hipotecznych. Przepisy Komisji Nadzoru Finansowego ograniczają maksymalny koszt obsługi kredytu do 50 lub 65 proc. dochodów kredytobiorcy (wyższy limit stosowany jest dla osób zarabiających powyżej średniej krajowej), są zdecydowanie wyższe niż indeks obciążenia hipotecznego w poszczególnych miastach. Ograniczenia KNF mogą więc dotknąć tylko osób, które chcą kupić większe mieszkania lub domy albo zarabiają mniej, niż wynosi średnia w danym regionie.

Indeks obciążenia hipotecznego pokazuje sytuację osób, które biorą nowe pożyczki, jednak wyraźne pogorszenie sytuacji odczuwają też starzy kredytobiorcy. Z powodu wzrostu WIBOR-u rata przeciętnego kredytu złotowego wzrosła o 100 zł. Jeszcze większe podwyżki odczuli zadłużeni we frankach. Z powodu wzrostu ceny szwajcarskiej waluty z 3 do 4 zł rata przeciętnego kredytu w wysokości 300 tys. zł wzrosła o 350 zł miesięcznie. Nowe kredyty frankowe są teraz dostępne jedynie w pięciu bankach i tylko dla osób o najwyższej zdolności kredytowej. Marże takich pożyczek są bardzo wysokie i dochodzą nawet do 7 proc.