W czerwcu słabła dynamika wzrostu eksportu, za to import wciąż trzymał się mocno. Ale w kolejnych miesiącach wyhamować może także on, bo konsumpcji szkodzą słaby złoty i wysoka inflacja. Jednak zbyt wysoki wzrost cen tym razem nie powinien przekonać Rady Polityki Pieniężnej do podwyżek stóp procentowych. Powodem powściągliwości rady będzie obawa o jeszcze większe spowolnienie wzrostu gospodarczego.

W czerwcu ujemne saldo na rachunku obrotów bieżących wyniosło niemal 1,6 mld euro. Miesiąc wcześniej mieliśmy lekką nadwyżkę. Jednak była ona związana przede wszystkim z wysokim przypływem do Polski środków z Unii. – W kolejnych miesiącach napływ tych pieniędzy podobnie jak w czerwcu nie będzie już na tyle znaczący, aby zniwelować ujemne saldo na rachunku obrotów bieżących – ocenia Agnieszka Decewicz, ekonomistka Pekao SA.

Za tak wysokie ujemne saldo obrotów odpowiada wymiana międzynarodowa. Eksport towarów w czerwcu wyniósł 11,9 mld euro. W porównaniu z czerwcem 2010 r. wzrósł o 11,3 proc. – Wyraźnie słabnie dynamika wzrostu eksportu. Jeszcze na początku roku sięgała ona 20 proc. Wpływ na to ma globalne spowolnienie wzrostu gospodarczego, przez co spadają zamówienia na towary z Polski – mówi Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku. – Sądzę, że w kolejnych miesiącach dynamika wzrostu jeszcze się spowolni, o czym już świadczy m.in. spadek liczby nowych zamówień – dodaje.

Import w czerwcu wyniósł 12,9 mld euro i był wyższy niż przed rokiem o 15 proc., przez co ujemne saldo obrotów towarowych przekroczyło 1 mld euro. – W czerwcu import jeszcze trzymał się mocno. Ale wówczas także mocniejszy był złoty, a inflacja akurat zaczęła hamować. W lipcu złoty zaczął się osłabiać i tak jest do tej pory. To mogło wpłynąć na wyhamowanie konsumpcji, a przez to importu. Ale to zobaczymy dopiero w danych publikowanych we wrześniu – mówi Agnieszka Decewicz.

Dane o wysokości inflacji GUS opublikuje w piątek. Ekonomiści prognozują, że wyniosła 4,3 proc. wobec 4 proc. w czerwcu. Uważają także, że na podwyższonych poziomach utrzyma się w kolejnych miesiącach. – Jednak w przeciwieństwie do sytuacji, z jaką mieliśmy do czynienia wiosną, tym razem nie przewidujemy, by Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się na wrześniowym posiedzeniu podnieść stopy procentowe. Sądzimy, że ani w tym, ani w przyszłym roku podwyżek już nie będzie – uważa Ernest Pytlarczyk. Uzasadnia, że powodem powściągliwości rady będzie wpływ wysokiej inflacji na realnie niewielki wzrost wynagrodzeń, co będzie miało bezpośredni wpływ w kolejnych miesiącach na wyhamowanie wzrostu konsumpcji.

Do tego słaby złoty, z jakim mamy do czynienia od kilku tygodni, wpływa na wzrost rat kredytów walutowych, co jeszcze bardziej osłabia popyt wewnętrzny. Jeśli nałożymy na to słabnący eksport i brak wzrostu inwestycji prywatnych, to w drugiej połowie roku wyhamowanie wzrostu gospodarczego poniżej 4 proc. mamy niemal pewne. Podwyżki stóp mogłyby tylko pogorszyć sytuację.

Na ogłoszenie odwrócenia trendu jeszcze za wcześnie

Z taką sytuacją nie mieliśmy do czynienia od dawna. Wczoraj złoty, który przez kilka godzin wahał się do franka w okolicach czterech złotych, nagle ok. 14.30 gwałtownie zaczął się umacniać. W ciągu kilku minut szwajcarska waluta straciła ponad 6 proc. – do 3,83 zł. Był to efekt takiego samego rajdu, jaki do franka wykonało euro, umacniając się ok. 5 proc. – do 1,09 franka. Przy okazji złoty zyskał też do euro – 4,16 zł, czyli o siedem groszy mniej niż wynosiło wczorajsze maksimum. – Najwyraźniej Szwajcarski Bank Narodowy w końcu zrealizował zapowiadaną od kilku dni interwencję, czym można wytłumaczyć tak gwałtowną reakcję – mówi Marek Rogalski, analityk DM BOŚ.

Ale podkreśla, że sama interwencja mogłaby nie przynieść tak głębokiego osłabienia kursu franka, gdyby nie wiele innych czynników sprzyjających.

Rano jeden z członków zarządu SBN powiedział, że nie wyklucza związania kursu franka z euro. Plotka poszła, że miałoby to się stać przy kursie 1,15 franka za euro.

Następnie ministrowie finansów Włoch i Francji zapowiedzieli nowe cięcia budżetowe. Szczegóły mają zostać podane w przyszłym tygodniu. Również w przyszłym tygodniu, a dokładnie 16 sierpnia, ma dojść do spotkania szefów państw Niemiec i Francji w celu omówienia sytuacji w Europie. Ze Stanów natomiast przyszła informacja, że dwóch z trzech jastrzębi w Fed zmieniło zdanie i już nie sprzeciwia się programowi QE3, który ma pompować pieniądze w gospodarkę.

Interwencja plus napływ dobrych informacji odwróciły trend nie tylko na rynku walutowym, lecz także na giełdach. Indeksy natychmiast zmieniły kolor na zielony. Na plusie otworzyły się USA. Warszawski indeks największych spółek WIG20 zamknął sesję 4,53-proc. plusem, choć większość sesji był pod kreską.

Analitycy zalecają jednak daleko idącą ostrożność. – Czy dotychczasowy trend został odwrócony, będziemy wiedzieli dopiero za kilka dni – podkreśla Dorota Strauch, analityk rynku walutowego Raiffeisena.