Kto wczoraj rano nie sprzedał akcji, po południu klął jak szewc, choć początek dnia nie wróżył dramatu. W ciągu dnia kursy akcji spadły średnio prawie o 10 proc.

– Silne odreagowanie indeksów w Stanach Zjednoczonych we wtorek w połączeniu z pozytywnym przebiegiem sesji w Azji dawały nadzieje na odbicie również na warszawskim parkiecie – mówi Jan Nowakowski, makler DM BZ WBK. I tak się stało. Rano indeks największych spółek wystrzelił o ponad 1,5 proc., do 2351,69 pkt, oddalając się od bariery 2300 punktów, którą uznano za psychologiczną granicę strachu.

Kolejne cztery godziny handlu to obraz osuwającego się rynku i baczne obserwowanie zachowania kontraktów terminowych na indeksy w USA, które od początku wczorajszej sesji znajdowały się po czerwonej stronie rynku. Tyle że przed południem spadki nie przekraczały 1 proc. Istny popłoch wśród inwestorów i powrót na czerwoną stronę nastąpił, gdy amerykańskie kontrakty znalazły się 2 proc. poniżej wtorkowego zamknięcia.

Niskie otwarcie na Wall Street i dalszy spadek wzmagały panikę inwestorów i chęć do dalszego pozbywania się akcji, który przybrał obraz niespotykanych do tej pory rozmiarów. Tuż przed zamknięciem giełdy indeks WIG20 notowany był na poziomie 2136,53 pkt, aż 7,65 proc. niżej niż we wtorek. Koniec sesji to rozpaczliwa próba zniwelowania dramatycznej przeceny, która podniosła indeks WIG20 do 2194,07 pkt. Ostatecznie wskaźnik największych spółek stracił „tylko” 5,16 proc.

Wszystko to działo się przy dużych obrotach – 1,8 mld zł, co źle wróży rynkowi. – Ewidentna panika. Trudno jest określić nie tylko, jak długo potrwają spadki, ale też do jak silnego odbicia dojdzie po ich zakończeniu i czy w ogóle do tego dojdzie – mówi Roman Przasnyski z Open Finance.

Ostrzej to, co dzieje się na rynkach w Warszawie i na świecie, ocenia Przemysław Kwiecień z XTB Brokers. – Zaczynamy zbliżać się do granicy absurdu. Jeżeli agencje ratingowe odbiorą najwyższą ocenę Francji i Niemcom, to jaki sens będzie miało utrzymywanie jeszcze tych skal – ironizuje Kwiecień.

Problem w tym, że każda nawet niesprawdzona informacja potęguje strach i daje impuls do nowych fal wyprzedaży. Jak długo ten strach będzie jeszcze rządził rynkiem? – W pewnym momencie dojdziemy do poziomów, które strach zamienią w żądzę zarabiania – mówi Kwiecień.

Ale odpowiedź na pytanie o tę granicę już nie jest tak oczywista. Jedni analitycy mówią, że już nadszedł czas kupowania. Inni doradzają kilka dni cierpliwości, gdy indeks WIG 20 spadnie poniżej 2000 pkt. Tak czy inaczej już dziś warto przynajmniej obserwować notowane w Warszawie spółki, bo jak zgodnie podkreślają analitycy: nawet przy obniżonych prognozach wzrostu gospodarczego obecna wycena przedsiębiorstw jest atrakcyjna.

Wczoraj ponaddziesięcioprocentowy spadek zaliczyły akcje BRE. Niewiele mniej spadły akcje Banku Handlowego (9,49 proc.), Lotosu (-9,09 proc.). Jedyną spółką, która zakończyła po zielonej stronie, była Telekomunikacja Polska (+1,26 proc.). Zieleń królowała też wśród spółek o małej i średniej kapitalizacji, choć w tym przypadku mieliśmy do czynienia z próbą silniejszego odreagowania. Z ponad trzystu wzrostowych spółek do końca sesji po zielonej stronie dotrwało jednak tylko sto pięćdziesiąt. Znaczny wzrost zanotowały akcje PBS Finanse (+23,4 proc.) i Cersanitu (+12,8 proc.). Największy jednoseryjny spadek zanotowały akcje Wistil (-25 proc.).