Do walki o pieniądze firm rusza nowy gracz – firma Abeonet. Robert Wist, jej założyciel, twierdzi, że jako pierwszy na rynku pomaga koncernom walczyć z negatywnymi informacjiami na ich temat w sieci. – Człowiek czy firma, którzy zostali oczernieni, nie mają możliwości obrony swojego dobrego imienia, byli do tej pory bezsilni. W takiej sytuacji pomagamy markom i osobom – mówi Wist.

Jak to działa w praktyce? Wist twierdzi, że w pierwszej kolejności w wyszukiwarkach pojawiają się informacje stare i nieprzychylne. – Pomagamy, by na pierwszych miejscach wyświetlały się informacje pozytywne lub neutralne – mówi.

Jeśli bank czy producent żywności ma kłopot, bo negatywne wiadomości zajmują wysoko miejsce w Google’u, Abeonet przesunie strony z fatalnymi opiniami na dół wyników wyszukiwania. Na pierwsze miejsca wysunie strony z informacjami pozytywnymi lub neutralnymi. Gdy takich treści nie ma, firma pomoże je stworzyć.

– Staramy się na tyle wpłynąć na tzw. roboty indeksujące wyszukiwarek, by zaczęły uważać nasze treści za reprezentatywne dla danej frazy – tłumaczy Wist. Z usług jego firmy korzysta już 14 korporacji, m.in. z branży finansowej, ubezpieczeniowej i telekomunikacyjnej. Nazw nie ujawnia, bo nie chcą tego klienci.

To niejedyna firma, która chce zarobić na nowym zjawisku. W lipcu zacznie świadczyć usługi Brand24, który dysponuje internetowym narzędziem skanującym internet (serwisy, blogi, wpisy na Facebooku) w czasie rzeczywistym pod kątem tego, co użytkownicy piszą o marce czy produkcie. System oferuje aktualne raporty i analizy. Firma na bieżąco wie, co pisze się o niej w sieci. – To pierwsze takie rozwiązanie na rynku. Usługa będzie skierowana do firm, ale planujemy też wersję dla klientów indywidualnych – mówi Michał Sadowski, jeden z jej twórców.

Eksperci uważają, że dbałość o wizerunek będzie jednym z najważniejszych trendów biznesowych w najbliższych latach. – Popularność Facebooka w Polsce spowodowała wzrost zainteresowania monitoringiem social media. To trend wzrostowy – mówi Anna Miotk, dyrektor rozwoju biznesu NewsPoint, działającej w 13 językach usługi monitoringu internetu.

Tendencję potwierdzają eksperci od public relations. – Widzimy większe zainteresowanie firm monitorowaniem swojego wizerunku w internecie. Szczególnie w branżach, w których ważne jest zaufanie: bankowości, żywności czy motoryzacji – tłumaczy Paweł Trochimiuk, prezes Związku Firm Public Relations.

Z takich usług korzysta np. mBank. – Stale monitorujemy internet pod kątem opinii zamieszczanych przez klientów. Jeśli decydujemy się na reakcję i odpowiedzi, zawsze robimy to, ujawniając, że reprezentujemy bank – mówi Krzysztof Olszewski, rzecznik mBanku.

Abeonet czy Brand24 wchodzą na rynek, na którym jest już spora konkurencja. W 2010 r. firmy wydały blisko 0,5 mld zł na usługi marketingu sieciowego (SEM), w skład którego zalicza się też SEO. Firmy płacą za to, by w powiązaniu z konkretnymi hasłami wpisywanymi przez użytkowników ich strony wyświetlały się na pierwszym miejscu w wyszukiwarce.

Trend widoczny jest też na świecie. Amerykańska Reputation.com została uznana przez World Economic Forum 2011 za jedną z 31 pionierów technologicznych na świecie. Niektóre firmy wykorzystują takie usługi także do ukrycia przed internautami swoich występków – tak jak Woburn Safari Park, który zataił w ten sposób doniesienia rządowego raportu o znęcaniu się nad zwierzętami. Wylądowały one dopiero na piątej stronie wyszukiwarki w Google.

PRAWO

Do sądu za informację

Walka ze szkalującymi opiniami, na które można trafić w wyszukiwarce, nie jest prosta. Jeśli w Google pojawiają się negatywne komentarze, firma ich nie usuwa, bo jest tylko wyszukiwarką. Wyjątkiem są sytuacje, gdy sąd (amerykański) uzna dany materiał za zniesławiający i wyda odpowiednie orzeczenie. W większości przypadków adresatem żądań o usunięcie komentarzy może być wydawca danej strony. Polski rząd szykuje właśnie zmiany w prawie, by poszkodowanym było łatwiej bronić dobrego imienia. Złamanie prawa, np. zniesławienie, można będzie zgłosić administratorowi serwisu, wskazać podstawę prawną i podpisać się z imienia i nazwiska. Serwis musi wpis usunąć lub uzasadnić, dlaczego tego nie zrobi, w ciągu trzech dni.