statystyki

Firmy wydają miliony na reputację w internecie

autor: Michał Fura29.06.2011, 03:00

Banki, ubezpieczyciele, telekomy, producenci żywności – firmy z tych branż na potęgę wykupują usługi monitoringu wizerunku w internecie. Na nowym zjawisku zarabia już w Polsce kilka firm.

Reklama


Reklama


Do walki o pieniądze firm rusza nowy gracz – firma Abeonet. Robert Wist, jej założyciel, twierdzi, że jako pierwszy na rynku pomaga koncernom walczyć z negatywnymi informacjiami na ich temat w sieci. – Człowiek czy firma, którzy zostali oczernieni, nie mają możliwości obrony swojego dobrego imienia, byli do tej pory bezsilni. W takiej sytuacji pomagamy markom i osobom – mówi Wist.

Jak to działa w praktyce? Wist twierdzi, że w pierwszej kolejności w wyszukiwarkach pojawiają się informacje stare i nieprzychylne. – Pomagamy, by na pierwszych miejscach wyświetlały się informacje pozytywne lub neutralne – mówi.

Jeśli bank czy producent żywności ma kłopot, bo negatywne wiadomości zajmują wysoko miejsce w Google’u, Abeonet przesunie strony z fatalnymi opiniami na dół wyników wyszukiwania. Na pierwsze miejsca wysunie strony z informacjami pozytywnymi lub neutralnymi. Gdy takich treści nie ma, firma pomoże je stworzyć.

– Staramy się na tyle wpłynąć na tzw. roboty indeksujące wyszukiwarek, by zaczęły uważać nasze treści za reprezentatywne dla danej frazy – tłumaczy Wist. Z usług jego firmy korzysta już 14 korporacji, m.in. z branży finansowej, ubezpieczeniowej i telekomunikacyjnej. Nazw nie ujawnia, bo nie chcą tego klienci.

To niejedyna firma, która chce zarobić na nowym zjawisku. W lipcu zacznie świadczyć usługi Brand24, który dysponuje internetowym narzędziem skanującym internet (serwisy, blogi, wpisy na Facebooku) w czasie rzeczywistym pod kątem tego, co użytkownicy piszą o marce czy produkcie. System oferuje aktualne raporty i analizy. Firma na bieżąco wie, co pisze się o niej w sieci. – To pierwsze takie rozwiązanie na rynku. Usługa będzie skierowana do firm, ale planujemy też wersję dla klientów indywidualnych – mówi Michał Sadowski, jeden z jej twórców.

Eksperci uważają, że dbałość o wizerunek będzie jednym z najważniejszych trendów biznesowych w najbliższych latach. – Popularność Facebooka w Polsce spowodowała wzrost zainteresowania monitoringiem social media. To trend wzrostowy – mówi Anna Miotk, dyrektor rozwoju biznesu NewsPoint, działającej w 13 językach usługi monitoringu internetu.

Tendencję potwierdzają eksperci od public relations. – Widzimy większe zainteresowanie firm monitorowaniem swojego wizerunku w internecie. Szczególnie w branżach, w których ważne jest zaufanie: bankowości, żywności czy motoryzacji – tłumaczy Paweł Trochimiuk, prezes Związku Firm Public Relations.

Z takich usług korzysta np. mBank. – Stale monitorujemy internet pod kątem opinii zamieszczanych przez klientów. Jeśli decydujemy się na reakcję i odpowiedzi, zawsze robimy to, ujawniając, że reprezentujemy bank – mówi Krzysztof Olszewski, rzecznik mBanku.

Abeonet czy Brand24 wchodzą na rynek, na którym jest już spora konkurencja. W 2010 r. firmy wydały blisko 0,5 mld zł na usługi marketingu sieciowego (SEM), w skład którego zalicza się też SEO. Firmy płacą za to, by w powiązaniu z konkretnymi hasłami wpisywanymi przez użytkowników ich strony wyświetlały się na pierwszym miejscu w wyszukiwarce.

Trend widoczny jest też na świecie. Amerykańska Reputation.com została uznana przez World Economic Forum 2011 za jedną z 31 pionierów technologicznych na świecie. Niektóre firmy wykorzystują takie usługi także do ukrycia przed internautami swoich występków – tak jak Woburn Safari Park, który zataił w ten sposób doniesienia rządowego raportu o znęcaniu się nad zwierzętami. Wylądowały one dopiero na piątej stronie wyszukiwarki w Google.

PRAWO

Do sądu za informację

Walka ze szkalującymi opiniami, na które można trafić w wyszukiwarce, nie jest prosta. Jeśli w Google pojawiają się negatywne komentarze, firma ich nie usuwa, bo jest tylko wyszukiwarką. Wyjątkiem są sytuacje, gdy sąd (amerykański) uzna dany materiał za zniesławiający i wyda odpowiednie orzeczenie. W większości przypadków adresatem żądań o usunięcie komentarzy może być wydawca danej strony. Polski rząd szykuje właśnie zmiany w prawie, by poszkodowanym było łatwiej bronić dobrego imienia. Złamanie prawa, np. zniesławienie, można będzie zgłosić administratorowi serwisu, wskazać podstawę prawną i podpisać się z imienia i nazwiska. Serwis musi wpis usunąć lub uzasadnić, dlaczego tego nie zrobi, w ciągu trzech dni.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

  • Krzysiek Dróżdż(2011-06-29 09:47) Odpowiedz 00

    OK, czyli widzę, że wracamy do rozumienia PRu i dbania o wizerunek firmy jako "uciszania i przekrzykiwania niezadowolonych klientów". Brawo!

    Problem polega jedynie na tym, że "spychanie" negatywnych opinii w wyszukiwarkach ma się nijak do reputacji firmy, którą nadal łatwo poznać (portale społecznościowe, fora, itd. - a to tam, a nie w artykułach publikowanych przez firmę, potencjalni klienci szukają opinii).

    Może zatem zamiast "spychać" tego typu opinie, zachować się jak dorosła firma i sensownie na postawione zarzuty odpowiedzieć, starając się wyjaśnić i załagodzić sprawę?

    Nieco dziwi mnie także przekonania Pana Wista o tym, że wyszukiwarki preferują stare informacje. O ile mi wiadomo, praktycznie wszystkie nowoczesne wyszukiwarki biorą pod uwagę aktualność i "świeżość" informacji podczas budowania rankingu.

  • Michał Sadowski(2011-06-29 10:57) Odpowiedz 00

    Rozwiązywanie problemów i obsługa klienta to właśnie jedno z kluczowych zastosowań Brand24. Brzmi to trochę jak pseudomarketingowa ściema, ale jesteśmy święcie przekonani, że szybkie odpowiadanie na zapytania lub reklamacje klientów to najlepszy sposób budowania pozytywnego PR. Nie da się "spychać" wirusowo rozprzestrzeniającej się negatywnej opinii. O ile techniki seo można stosować w przypadku wyszukiwarek to na serwisach społecznościowych jak Facebook, czy Twitter nie ma już takich możliwości (przynajmniej na razie). Próba "uciszenia" niezadowolonego klienta w sieci ma efekt odwrotny do zamierzonego.

    Dziś każdy klient ma donośny głos i nikt tego nie zmieni - można jedynie, a nawet trzeba się dostosować do nowych realiów.

    Z drugiej strony, z doświadczenia wiemy, że pochylenie się nad problemem klienta jest w stanie przeistoczyć najbardziej niezadowoloną osobę w mini ambasadora marki.

    Dlatego w przypadku Brand24 dokładamy wszelkich starań, aby błyskawicznie (w ciągu kilku minut) informować o pojawieniu się nowej dyskusji / wyniku związanego z marką lub produktem. Wierzymy, że czas odpowiedzi jest kluczowy.

  • Szczególnie to widać w GP -tyle ........(2011-06-29 13:21) Odpowiedz 00

    artykułów sponsorowanych,zamawianych tendencyjnie i wprowadzających w błąd czytelników przeczy szczególnie nazwie GAZETA PRAWNA której to powinno się naprawdę ufać !
    Na szczęście zdarzają się rodzynki warte uwagi .

  • artur(2011-07-07 10:25) Odpowiedz 00

    Czyli wybielimy każdego, kto odpowiednio zapłaci.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Polecane

Reklama