Coface Poland Faktoring swoją działalność na polskim rynku rozpoczęła cztery lata temu i już po pierwszym kwartale tego roku została jego wiceliderem. Dosyć nieoczekiwanie wyprzedziła spółkę faktoringową z grupy ING, która zanotowała spadek obrotów (z 2,2 mld zł w pierwszym kwartale 2010 r. do prawie 1,9 mld zł w pierwszym kwartale tego roku). Natomiast w tym czasie Coface urosła o 60 proc. Na koniec marca jej obroty z umów faktoringowych wynosiły ponad 2,3 mld zł.

Jak mówi nam Katarzyna Kompowska, prezes Grupy Coface Poland, w drugim kwartale spółka nadal utrzymuje wysoką dynamikę wzrostu obrotów. – Rośniemy szybciej, niż zakładały nasze plany. Realnie mogę ocenić tegoroczny wzrost firmy na 50 proc. – podkreśla prezes.

Gdyby tak się stało, to Coface zamknęłaby rok obrotami w wysokości ok. 11 mld zł. To pozwoliłby jej utrzymać dopiero co wywalczone drugie miejsce na rynku, a nawet zagrozić pozycji lidera, którym jest Raiffeisen Bank.

– Naszym celem nie jest jednak walka o pierwsze miejsce. Chcemy się rozwijać szybciej niż rynek, zachowując wysoką rentowność i integrację między naszymi usługami faktoringowymi a ubezpieczeniowymi. To, którą to da pozycję, określą klienci – zastrzega Katarzyna Kompowska.

Dodaje, że ok. 80 proc. klientów firmy, którzy korzystają z faktoringu, ma jednocześnie w Coface wykupione ubezpieczenie należności. To unikalny model na polskim rynku. Pozostałe firmy faktoringowe są powiązane z bankami i instytucjami finansowymi. Usługi faktoringu pełnego oferują z polisami niepowiązanych z nimi ubezpieczycieli.

Z tego powodu dobre wyniki z faktoringu mają w Coface przełożenie na działalność ubezpieczeniową. W ubiegłym roku towarzystwo odnotowało wzrost przychodów o ponad 25 proc. (łącznie zebrało na polskim rynku ponad 63 mln zł składki).

W ocenie Katarzyny Kompowskiej wyniki za pierwszy kwartał pokazują, że ten trend będzie w tym roku kontynuowany, a sama spółka urośnie o blisko 20 proc. Wzrost przypisu składki nie będzie się wiązał tylko z pozyskiwaniem nowych klientów. W grę wchodzi także wyższa składka z już posiadanego portfela. Jest to związane z coraz lepszą kondycją polskich przedsiębiorstw i ich rosnącymi przychodami (składka przy polisie należności jest wyliczana jako odsetek ubezpieczonego obrotu).

Na to, że segment ubezpieczeń należności ma już kryzys za sobą, wskazują nie tylko wzrost przychodów, lecz także coraz lepsze współczynniki szkodowości. Wróciła ona do poziomu notowanego przed kryzysem. Tymczasem w najgorszym dla ubezpieczycieli 2009 r. przekraczała 100 proc., co oznacza, że musieli oni dokładać do posiadanych w portfelu ryzyk. Skutkiem był wzrost cen, którego efekty utrzymują się do dziś.

– Obecnie stawki za ubezpieczenie należności ustabilizowały się i są o 30 – 40 proc. wyższe niż przed kryzysem – twierdzi Katarzyna Kompowska. Dodaje, że w najbardziej ryzykownych branżach (np. budownictwie i transporcie) wzrost cen jest jeszcze wyższy.

Według niej mimo to ceny w Polsce należą obecnie do najniższych na świecie. Dlatego należałoby oczekiwać ich dalszego wzrostu. Szczególnie że coraz mocniej na nich ciążą koszty reasekuracji. Od momentu wybuchu kryzysu poszły one w górę trzy-, czterokrotnie.