Aby zrozumieć przesłanki stałego rozszerzania oferty produktów bankowości transakcyjnej, najlepiej posłużyć się kilkoma przykładami z przeszłości. W drugiej połowie lat 90. materializowała się idea automatycznej identyfikacji płatności przychodzących, opartej na rachunkach wirtualnych. Genialny w swej prostocie pomysł zakładał, iż wobec różnorodności typów wpłat i ogólnie ubogiej zawartości informacyjnej przelewów docierających do firm wraz z wyciągiem bankowym najbardziej niezawodnym sposobem rozszerzenia informacji o płatniku będzie umieszczenie w końcowej części numeru rachunku, na który dokonywana jest wpłata bądź przelew, numeru konkretnego płatnika. W ten sposób płatnik nieświadomie sam zidentyfikuje się w systemach firmy.

Firmy, które zdecydowały się skorzystać z tego rozwiązania, redukowały nierzadko czas księgowania dziennego rozrachunku z kilku dni do minut, koszty operacyjne z wielu milionów rocznie prawie do zera, a liczbę reklamacji i błędów o ponad 90 proc.

Szacuje się, iż polskie przedsiębiorstwa, które skorzystały z tej usługi, zaoszczędziły ogółem nawet 240 mln zł rocznie. Automatyczna identyfikacja płatności przychodzących była jedną z bardziej spektakularnych idei ze względu na ogrom transakcji i olbrzymie oszczędności. Cyfry nie kłamały i nie kłamią. Mimo to przekonanie kluczowych firm na polskim rynku do korzystania z tego systemu zajęło ponad 10 lat.

Oczywiste jest pytanie: dlaczego tak długo? Czy oznacza to, że są przedsiębiorstwa, które przez 10 lat nie były zainteresowane milionowymi oszczędnościami? Bynajmniej. Wszyscy chcieli być bardziej efektywni i oszczędni. Problem polega na tym, iż często nie do końca jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, że coś, co robimy od lat, i sposób, w jaki to robimy, można zmienić na nieporównywalnie bardziej efektywny. W latach 90. oferując identyfikację płatności masowych, często spotykałem się z odpowiedzią w stylu: „Gdyby to było takie proste, dawno byśmy już tak robili”. Dopiero klienci, którzy dali się przekonać i przynajmniej część transakcji przeprocesować, na własne oczy mogli zobaczyć korzyści z tego płynące.

Od tamtego czasu wyspecjalizowane zespoły bankowości transakcyjnej w bankach korporacyjnych na bieżąco wymyślają, opracowują i – co najważniejsze – wdrażają kolejne pomysły, które generują oszczędności bądź przychody czy też usprawniają procesy przedsiębiorstwa, tym samym poprawiając jakość obsługi klientów. Produktów tych jest już tak wiele, iż nie sposób, nie będąc ekspertem, znaleźć ich zastosowanie dla każdej firmy. Należy jednak rozmawiać z bankami. Wyspecjalizowani doradcy bankowości transakcyjnej są w stanie w każdej firmie zleźć potencjał dla korzyści wynikających ze stosowania tych produktów. Dlatego też warto z nimi rozmawiać. Nawet jeżeli czasami sceptycznie podchodzimy do jakiegoś konkretnego pomysłu, można spróbować przynajmniej małą część transakcji przeprocesować w nowy sposób i samemu ocenić efekty.