Wczoraj w Senacie przepadła poprawka zgłoszona przez PiS, aby ustalić stałą opłatę za użytkowanie złoża gazu ziemnego. Według niej miała ona wynosić co najmniej 40 proc. wartości sprzedaży wydobytego gazu ziemnego. Zgodnie z przyjętymi rozwiązaniami opłaty dla każdego złoża będzie ustalał minister. Jej wysokość będzie negocjowana z firmą wydobywczą. Zwolennikiem takiego rozwiązania był główny geolog kraju Henryk Jacek Jezierski.

– Ustalanie teraz stałych opłat za eksploatację jest przedwczesne. Wydobycie gazu na skalę przemysłową będzie możliwe za 10 – 15 lat. Nie wiemy, jak będzie wyglądał wtedy rynek. Nie wiemy, czy lepiej będzie mieć większe dochody w budżecie z tytułu opłat, czy też tańszy gaz i bardziej konkurencyjną gospodarkę – zaznacza Jezierski.

Jednak pozostawienie ustalenia wysokości opłat za użytkowanie złoża w rękach urzędnika budzi wątpliwości wielu ekspertów. – To zaproszenie do korumpowania urzędników, którzy sami zdecydują o wysokości opłat dla firm wydobywających gaz. Dzisiaj polskie opłaty na rzecz budżetu sięgają maksymalnie 1,5 proc. wartości surowca, czyli są najniższe na świecie. Czy nasz kraj stać na rozdawanie za darmo gazu? – pyta Janusz Kowalski, ekspert w sprawach energetycznych. Podkreśla, że wysokość opłat trzeba wyznaczyć jak najszybciej, ponieważ ułatwia to prowadzenie biznesu. Firmy są w stanie dokładnie skalkulować koszty, jakie poniosą, i ocenić swoje zyski. To także kwestia wiarygodności kraju, który ustala jasne zasady prowadzenia biznesu dla wszystkich podmiotów.

– Ale przede wszystkim zabezpiecza interesy państwa polskiego. W tak poważnej sprawie jak zyski z wydobycia gazu łupkowego wysokość opłat powinna należeć do parlamentu, a nie władzy wykonawczej – mówi Zbigniew Romaszewski, wicemarszałek Senatu.

Zwraca na to uwagę także Business Centre Club. Obecnie polskie prawo jest tak skonstruowane, że – w porównaniu z innymi krajami – firmy eksploatujące złoża w Polsce skorzystają z nich w dużo większym stopniu niż państwo. – Nie mamy wątpliwości, że ta sytuacja musi ulec zmianie, ale inicjatywa należy do polskiego rządu. Natomiast administracja amerykańska będzie z pewnością lobbować w interesie swoich firm – mówi Mirosław Barszcz, ekspert od energetyki, infrastruktury i prawa podatkowego BCC.

A chodzi o niebagatelne pieniądze. Według amerykańskiej agencji ds. energetyki EIA zasoby gazu łupkowego w Polsce wynoszą 5,3 mld m sześc. Według obecnych cen złoże to jest warte około 750 mld dol. Jeśli obecne rozwiązania prawne nie zostaną zmienione, minister środowiska będzie decydował o tym, ile z tej kwoty zostanie w rękach prywatnych, a ile trafi do budżetu państwa. Dla porównania w Wielkiej Brytanii, Danii i Norwegii opłaty na rzecz państwa wahają się od 50 do 70 proc.

Technologia wydobycia

Aby zacząć wydobycie gazu łupkowego, najpierw potrzebne są pionowe odwierty w głąb złoża. W Polsce gaz łupkowy znajduje się na głębokości około 3 kilometrów. Gdy wiertło pionowo dotrze do skały łupkowej, zaczynają się odwierty poziome – używane są do tego specjalne wiertła. Właścicielem unikalnej technologii są Amerykanie. Następnie do otworów pod dużym ciśnieniem tłoczona jest woda z piaskiem z dodatkiem chemikaliów. Przez to z łupków odzyskuje się gaz. Ale metoda ta budzi zastrzeżenia ekologów. Uważają oni, że chemikalia zanieczyszczają środowisko – zwłaszcza wody gruntowe. W Polsce zarzut ten jest jednak chybiony, ponieważ złoża gazu łupkowego znajdują się znacznie poniżej wód gruntowych oraz solankowych.