Akcjonariusze spółki mieli w piątek ograniczyć udział pracowników w zarządzie i radzie nadzorczej firmy. Zgodnie z obecnie obowiązującym statutem pracownicy, którzy posiadają tylko blisko 7 proc. akcji LOT, mają prawo do obsadzenia trzech miejsc w 9-osobowej radzie oraz jednego członka zarządu. Takie zapisy są pozostałością pierwszej próby prywatyzacji firmy, gdy trafiła ona w ręce Swissair. Mimo że już pod koniec 2009 r. akcje syndyka Swissair kupiło TF Silesia kontrolowane przez Skarb Państwa, uprawnienia pracowników pozostały.

Na razie udało się je uszczuplić tylko częściowo. Rada nadzorcza uzyskała co prawda prawo do odwołania reprezentanta załogi z zarządu, ale prawo do obsadzenia tego stanowiska i trzech foteli w radzie pracownicy mają nadal. Reszta miejsc należy do MSP i TF Silesia, które mają ponad 93 proc. głosów.

Eksperci twierdzą, że utrzymanie pracowników w radzie i zarządzie będzie poważnym problemem w kontekście prywatyzacyjnych planów wobec LOT (Aleksander Grad, minister Skarbu Państwa, zapowiedział, że prywatyzacja PLL LOT nastąpi w ciągu najbliższych 12 miesięcy).

Rząd chce też zaoferować inwestorom zainteresowanym prywatyzacją PLL LOT należące do Skarbu Państwa spółki: EuroLot, LOT Catering, LS Airport Services oraz LOT Aircraft Maintenance Services.

PLL LOT przewiózł w ubiegłym roku 4,5 mln pasażerów. Jednak za 2010 r. przewoźnik odnotował stratę operacyjną w wysokości 160 mln zł.